Udany początek rundy wiosennej. Kłos Chełm – Tomasovia 0:1

Po zimowej przerwie na boiska ligowe powrócili piłkarze IV ligi lubelskiej. Zespół Tomasovii udał się wczoraj do Rożdżałowa, gdzie za rywali miał drużynę Kłos Gmina Chełm. Podopieczni trenera Marka Sadowskiego po końcowym gwizdku sędziego mieli powody do radości, ponieważ na trudnym terenie wywalczyli komplet punktów i awansowali na 4 miejsce w ligowej tabeli.

Sam mecz nie był porywającym widowiskiem była to typowa męska walka, której się wszyscy spodziewali, ponieważ drużyna Kłosa jest znana z tego że prezentuje siłowy futbol i to się wszystko potwierdziło. Dodatkowo na usprawiedliwienie piłkarzy trzeba dodać, że mecz odbywał się na trudnej nierównej murawie, która uniemożliwiała jakąś kombinacyjną grę. Losy spotkania rozstrzygnęły się bardzo szybko, bo już w 3 minucie.

 

 

Wtedy to Karol Karólak niemal ze środka boiska wrzucił piłkę w pole karne, a tam naciskany przez Przemysława Orzechowskiego obrońca gospodarzy Michał Siatka interweniował tak niefortunnie, że trafił do własnej bramki. W 12 minucie na uderzenie z dystansu zdecydował się Grzegorz Świderski, lecz próba ta okazała się bardzo nieudana. Na zdecydowanie lepszy strzał z dystansu w 15 minucie zdecydował się Michał Skiba, jednak interwencja golkipera Kłosa Bartłomieja Porzyca zapobiegła utracie drugiego gola. Przez kolejne długie minuty, jeśli chodzi o czyste okazje bramkowe, niewiele się działo. Oba zespoły starały się, jak mogły, ale gdy nawet przedzierały się pod pole karne rywali to na wspomnianym słabym boisku, brakowało dokładnego ostatniego podania, które otwierałoby drogę do bramki. Od 30 minuty piłkarze Kłosa musieli sobie radzić bez ważnego dla ich drużyny zawodnika Łukasza Drzewickiego, który z powodu urazu mięśnia musiał opuścić plac gry. Gdy zegarki wskazywały 36 minutę piłkę w pole karne z rzutu wolnego wrzucił Michał Skiba tam zawodnicy gospodarzy wybili ją głową przed pole karne, gdzie dopadł do niej Przemysław Orzechowski, lecz jego uderzenie nie trafiło niestety do bramki Kłosa.

 

 

Druga połowa rozpoczęła się od uderzenia piłki z dystansu przez Alana Chmiela, ale Łukasz Bartoszyk, dla którego był to pierwszy ligowy mecz, po powrocie po kontuzji nie dał się pokonać. W tej samej minucie, czyli 46 znakomite podanie od Tomasza Kłosa otrzymał Przemysław Orzechowski, a ten mając przed sobą tylko Bartłomieja Porzyca, uderzył w środek bramki, gdzie stał golkiper gospodarzy. W 57 minucie dobra i groźna akcja piłkarzy Tomasovii, po której Przemysław Orzechowski wstrzelił z prawego skrzydła futbolówkę w pole karne do Tomasza Kłosa, lecz ten nie sięgnął piłki. Odpowiedź drużyny Kłosa nastąpiła dwie minuty później, ale uderzenie Kazimierza Bali było zbyt lekkie, by mogło zaskoczyć tej klasy bramkarza co Łukasz Bartoszyk. Sytuacja gospodarzy skomplikowała się jeszcze bardziej w 69 minucie, gdy „polowanie na kości” Karola Karólaka urządził sobie Sławomir Wyrostek, a że już miał wcześniej na swoim koncie żółtą kartkę to przedwcześnie musiał się udać do swojej szatni. Bardzo groźnie pod bramką Tomasovii zrobiło się w 83 minucie, kiedy to na indywidualną akcję zdecydował się Michał Siatka, jednak jego uderzenie pod poprzeczkę wybronił golkiper i zarazem kapitan „niebiesko-białych”.

 

 

Dwie minuty później znakomita szansa dla podopiecznych Marka Sadowskiego. Przemysław Orzechowski zagrał dobrą piłkę do wbiegającego w pole karne najnowszego nabytku tomaszowian Łukasza Mruka, który chciał obsłużyć dobrym podaniem Krzysztofa Zawiślaka, ale ten nie zdążył do piłki i skończyło się tylko na strachu dla miejscowych kibiców. Piłkarze Kłosa praktycznie przez cały mecz zagrozić byli w stanie bramce Tomasovii głównie ze stałych fragmentów gry. Tak było również w 90 minucie, kiedy to po kornerze powstało zamieszanie w polu karnym tomaszowian w końcu całą sytuację, wyjaśnił Damian Misztal, który wybił futbolówkę wysoko nad swoją bramką. Arbiter przedłużył spotkanie o 4 minuty, a te już należały tylko do naszego zespołu. W tym czasie stworzył on sobie, aż cztery okazje bramkowe, ale ich nie wykorzystał. Na listę strzelców mogli się wpisać kolejno Karol Karólak, Krzysztof Zawiślak oraz dwukrotnie Łukasz Mruk.

 

Ostatecznie końcowe zwycięstwo przypadło piłkarzom Tomasovii, którzy w przekroju całego meczu byli dojrzalszym zespołem, operowali lepiej piłką mimo fatalnego boiska od rywali, a że mecz rozstrzygnął gol samobójczy? W sporcie trzeba mieć również szczęście, a te ponoć sprzyja lepszym. Następny mecz ligowy Tomasovia zagra u siebie 19 marca o godz. 12:00, kiedy to rywalem naszej drużyny będą rezerwy Górnika Łęczna.

 

***

 

Kłos Chełm – Tomasovia 0:1 (0:1)

bramka: Siatka 3′ (samobójcza)

 

Tomasovia: Bartoszyk – Misztal, Karwan, Smoła, Staszczak, Karólak, Żurawski (70′ Szuta), Skiba, Baran (46′ Zawiślak), Orzechowski (83′ Krosman), Kłos (59′ Mruk)

 

Żółte kartki: Kowalski, Wyrostek – Szuta, Karwan, Żurawski, Staszczak

 

Czerwona kartka: Wyrostek (Kłos, 69 min, za drugą żółtą)

 

Sędziował: Wojciech Rek (główny), Marcin Kępowicz, Michał Filip (asystenci) – KS Lublin

 

Widzów: 150

 

 

źr. tomaszów.pl

logo tomaszow pl

 

 

 

 

{fcomment}