Twierdza Tomaszów dalej nie zdobyta przez Motor. Tomasovia – Motor Lublin 1:0

Motor 092

 W sobotnie popołudnie piłkarze Tomasovii po raz drugi wystąpili przed własną widownią, gdzie podejmowali głównego pretendenta i faworyta do wygrania ligowych rozgrywek Motor Lublin.

 

Faworytem spotkania byli bez wątpienia piłkarze ze stolicy Lubelszczyzny, jednak Tomasovia nie zamierzała paść na kolana przed tak trudnym i wymagającym rywalem z najwyższej III ligowej półki. Jak przypomniała przed meczem na swoim portalu internetowym jedna z lubelskich gazet twierdza Tomaszów zostaje niezdobyta przez piłkarzy Motoru od 1997 roku i jak się okazuje, by ją zdobyć będą musieli jeszcze trochę poczekać.

 

Od samego początku spotkania uwidoczniła się przewaga Motoru co nie było jakimś wielkim zaskoczeniem, bo raczej każdy spodziewał się, iż to rywale będą prowadzili grę. Na pierwsze poważne zagrożenie ze strony gości trzeba było poczekać do 20 minuty, kiedy to po błędzie naszej obrony główkował będąc sam przed Łukaszem Bartoszykiem obrońca Artur Gieraga, lecz piłka po odbiciu się od ziemi przeszła nad poprzeczką bramki. Jeszcze lepszą okazję miał nowy nabytek lublinian Filip Drozd, któremu to piłka spadła idealnie pod nogi i mając przed sobą tylko bramkarza strzelił wprost w niego. Piłkarze Tomasovii najlepszą okazję w pierwszej połowie do objęcia prowadzenia mieli w 40 minucie, gdy po rzucie rożnym wykonywanym przez Marcina Żurawskiego główkował Arkadiusz Smoła, ale piłka niestety nie wpadła do bramki Motoru. Chwilę później słupek Tomasovii obił Ivan Dykij na szczęście w tej sytuacji skończyło się tylko na strachu dla naszej drużyny. Pierwsza połowa tym samym zakończyła się bezbramkowym remisem.

 

Motor 020

 

Piłkarze Motoru zdawali sobie sprawę z faktu, iż z każdą upływającą minutą w drugiej połowie będzie, im coraz trudniej zdobyć gola, więc od samego początku drugiej połowy ruszyli ostro do przodu, ale to nie przyniosło spodziewanych efektów. Kluczowa sytuacja całego meczu miała miejsce w 62 minucie. Wtedy to po rzucie wolnym na wysokości pola karnego Motoru piłkę w szesnastkę wrzucił Michał Skiba ta trafiła w rękę wychowanka Tomasovii Piotra Karwana i arbiter zdecydowanym ruchem co należy podkreślić w tej sytuacji odgwizdał jedenastkę dla „niebiesko-białych”. Oczywiście, nie obyło się bez protestów piłkarzy Motoru, ale nic oni nie wskórali. Skutecznym egzekutorem rzutu karnego okazał się Marcin Żurawski. W tym momencie stało się jasne, że piłkarze trenera Nowaka postawią wszystko na jedną kartę. Im bliżej było do końca meczu tym bardziej mnożyły się liczne okazje dla gości, ale w bramce Tomasovii fenomenalnie spisywał się Łukasz Bartoszyk, który bronił wręcz jak w transie zbierając od licznej tomaszowskiej publiczności co chwilę salwy zasłużonych braw i zostając bez wątpienia „ojcem” sukcesu, czy jak kto woli bohaterem meczu. Tomasovia w drugiej połowie również miała swoje okazje do zdobycia goli, jak chociażby w 74 minucie, kiedy to Mariusz Ratyna przegrał pojedynek sam na sam z Krzysztofem Żukowskim. Ostatecznie po bardzo emocjonującym spotkaniu mecz zakończył się zwycięstwem Tomasovii, która po trzech kolejkach zajmuje w ligowej tabeli drugie miejsce.

 

Tomasovia – Motor Lublin 1:0 (0:0)
bramka: Żurawski 62′ (karny)

 

Tomasovia: Bartoszyk – Żurawski, Misztal, Chwała, Skiba – Mazurkiewicz (46′ Szuta), Baran, Smoła, Orzechowski (70′ Ratyna) – Ivliev (78′ Paskiv), K. Zawiślak (75′ Kłos)

 

Żółte kartki: Szuta, Smoła, Kłos – Karwan, Tymosiak

Czerwona kartka: Piotr Karwan 70′ (za krytykowanie orzeczeń sędziego)

Sędziował: Karol Iwanowicz (główny), Piotr Boryca,  Maciej Różyński (asystenci) – KS Lublin

 

Widzów: 700