Remis, z którego można być zadowolonym. Siarka Tarnobrzeg – Tomasovia 1:1

„Mój dom, moja twierdza” – śpiewał przed laty w jednej ze swoich piosenek Kazik. Za ową twierdzę z pewnością w tym sezonie można uznać Tarnobrzeg, a konkretniej obiekt Siarki przy Al. Niepodległości. W dotychczasowych dwunastu meczach, tarnobrzeżanie wygrali aż 11 razy, tylko raz remisując. Po sobotnim meczu, Tomasovia może się pochwalić wywiezieniem z gorącego terenu bardzo cennego punktu, który zapewnił jej w 50. minucie niezawodny Jacek Kusiak. Do tego momentu zapowiadało się, że podopieczni trenera Adama Mażysza wyjdą z tego pojedynku z tarczą, ale po raz kolejny tomaszowianie pokazali charakter i w pewien sposób odpłacili się za fatalny mecz z Polonią Przemyśl.

To właśnie przed tygodniem gracze Tomasovii rozegrali bodajże najgorsze zawody w tej rundzie. Patrząc na ich poczynania z boku dało się odnieść wrażenie, że piłkarze w niebiesko-białych strojach liczyli na to, że mecz sam się wygra, a piłka sama wpadnie do bramki. Przeliczyli się. Polonia już w pierwszych minutach wyczuła, że tego dnia tomaszowian pokonałaby większość drużyn w III lidze, zatem wzięli się ostro do roboty. Efektem tego była jedna, aczkolwiek decydująca bramka, autorstwa Michaiło Riabyja na początku drugiej odsłony meczu i dopiero wtedy zawodnicy trenowani przez Jarosława Korzenia zwarli szyki i próbowali odgryźć się rywalom, ale był to tylko pic na wodę. Być może tomaszowianom wydaje się, że w tym sezonie nie ma już o co walczyć. Otóż jest! Czwarta pozycja, którą aktualnie zajmują gracze Stali Sanok (z dorobkiem 42 punktów), jest jak najbardziej na wyciągnięcie ręki. Przed rokiem Tomasovia w pewnym momencie sezonu mogła nawet liczyć na pozycję na najniższym stopniu podium, ale w końcówce rozgrywek pogubiła punkty i skończyła na 6. miejscu. Do końca sezonu pozostało jeszcze kilka kolejek, zatem szanse na wysoką lokatę w ostatecznych rozrachunku są spore. Jest jednak jedno \”ale\” – nie można sobie pozwolić na rozluźnienie, podobne do tego w meczu z Polonią. Po dwóch meczach absencji, do wyjściowej jedenastki w meczu z Siarką wrócił Michał Skiba. Na przeciwnej stronie obrony, ponownie zagrał Marcin Żurawski.
„Mój dom, moja twierdza” – śpiewał przed laty w jednej ze swoich piosenek Kazik. Za ową twierdzę z pewnością w tym sezonie można uznać Tarnobrzeg, a konkretniej obiekt Siarki przy Al. Niepodległości. W dotychczasowych dwunastu meczach, tarnobrzeżanie wygrali aż 11 razy, tylko raz remisując. Po sobotnim meczu, Tomasovia może się pochwalić wywiezieniem z gorącego terenu bardzo cennego punktu, który zapewnił jej w 50. minucie niezawodny Jacek Kusiak. Do tego momentu zapowiadało się, że podopieczni trenera Adama Mażysza wyjdą z tego pojedynku z tarczą, ale po raz kolejny tomaszowianie pokazali charakter i w pewien sposób odpłacili się za fatalny mecz z Polonią Przemyśl.

Notująca dobry sezon drużyna z Tarnobrzega przegrała w tym sezonie czterokrotnie (ani razu na własnym obiekcie), a jedna z tych porażek przytrafiła się \”Siarkowcom\” w Tomaszowie, gdzie w rundzie jesiennej polegli 2:3. W tamtym meczu Siarka bardzo szybko wyszła na prowadzenie i nie inaczej było w sobotnie popołudnie na modernizowanym obiekcie w Tarnobrzegu. Tomaszowianie od początku meczu zostali postawieni pod ścianą. Drużyna gospodarzy zmusiła „niebiesko-białych” do gry na własnej połowie i już po 9. minutach na tablicy świetlnej pojawił się wynik 1:0 dla gospodarzy. Tomasz Walat przypadkowo odbił piłkę do wbiegającego Janusza Hynowskiego i ten na pełnej szybkości wbiegł w pole karne i uderzeniem w kierunku dalszego słupka, zdobył otwierającą spotkanie bramkę. Piłkarze Tomasovii zebrali się w sobie dopiero w 17. minucie i to wtedy przeprowadzili pierwszy groźny atak. Świetnym podaniem został „obsłużony” Ireneusz Baran i strzałem z ostrego kąta sprawdził czujność Łukasza Ćwiczaka. Skrzydłowy TKS próbował dobić odbitą przez bramkarza Siarki piłkę, ale zrobił to w niefortunny sposób. W 24. minucie tylko świetna interwencja Łukasza Bartoszyka uchroniła Tomasovię przed kolejną stratą gola. W sytuacji sam na sam z golkiperem z Tomaszowa znalazł się Jacek Rożek, ale „Czita” zdołał zatrzymać mierzone uderzenie pomocnika Siarki. Opór gospodarzy nie słabł, niemal ciągle obrońcy Tomasovii zmuszeni byli toczyć pojedynki z pomocnikami i napastnikami Siarki. Pod koniec pierwszej połowy tempo meczu jednak wyraźnie siadło i obaj bramkarze mogli jedynie przechadzać się po własnym polu karnym, bo pracy mieli niewiele.

Na kolejne emocje trzeba było czekać do pierwszych minut drugiej połowy.  Wtedy to Przemysław Wawryca urwał się obrońcom gospodarzy na prawym skrzydle, precyzyjnie dograł na 11 metr, gdzie akcję sfinalizował idealnym strzałem Jacek Kusiak. Inicjatywę zaczęła przejmować Tomasovia, lecz nie oznacza to, że swoich sytuacji nie miała też Siarka. W 62. minucie świetnym rajdem popisał się Hynowski, ale na posterunku był Bartoszyk. Następnie swoje szanse mieli Walat w 68. minucie i Rożek w 73. minucie, który z 4 metrów trafił w interweniującego „Czitę” i tylko jęk zawodu przetoczył się przez tarnobrzeski obiekt. W samej końcówce spotkania, na bramkę Tomasovii strzelali jeszcze Hynowski i Jacek Kuranty, jednakże na próbach się kończyło. Piłkę meczową miał na nodze w 80. minucie Wawryca i tylko dobra interwencja Ćwiczaka zapobiegła utracie kolejnego gola.

Obaj trenerzy na pomeczowej konferencji prasowej zgodnie przyznali, że wynik 1:1 był sprawiedliwy. Siarka największe zagrożenie stwarzała w pierwszej połowie, z kolei po przerwie to Tomasovia była bliższa przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść. W Tarnobrzegu spotkały się dwa zespoły z górnej połówki tabeli i na brak sportowych emocji nie można było narzekać. O kolejne punkty TKS powalczy w najbliższą sobotę. Do Tomaszowa przyjedzie broniąca się przed spadkiem Stal Mielec, co zwiastuje nam interesujący mecz, gdyż mielczanom pozostało coraz mniej czasu do zapewnienia sobie utrzymania w III lidze i z pewnością będą \”gryźć trawę\”, aby do domu wrócić z kompletem punktów.


Siarka Tarnobrzeg – Tomasovia Tomaszów Lubelski 1:1 (1:0)


Hynowski 9 – Kusiak 50

Siarka: Ćwiczak – Bażant, Jakubiec, Łukawski, Beszczyński – Kuranty, Hynowski, Preizner (54 Krzemiński) – Rożek  (78 Kabata), Kwieciński (85 Witko) – Walat

Tomasovia: Bartoszyk – Żurawski, Chwała, Nowosad, Skiba, Zatorski (78 Stefanik), Wawryca (90 Banaś), Kulas (46 Michalczuk ), Słowiński, Baran, Kusiak (83 Kozyra)

żółte kartki: Walat, Kwieciński, Krzemiński (Siarka) – Michalczuk (Tomasovia)

sędzia: Dawid Wierdak (Krosno)

widzów: 
300

***

Powiedzieli po meczu:

Adam Mażysz (Siarka): – Nie zawsze się wygrywa, ale remis z taką dobrą drużyną, jaka jest Tomasovia, jest odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku. Muszę jednak powiedzieć, że Tomasovia, w przeciwieństwie do innych drużyn, po raz pierwszy miała więcej posiadania piłki. W drugiej połowie mieli przy nodze piłkę, kontrolowali ją, Z tego remisu i z tej gry zespołu uważam, że powinniśmy być zadowoleni. Nie przegraliśmy kolejnego meczu, ale powtórzę jeszcze raz: Tomasovia była bardziej wybiegana, bardziej dynamiczna i grała piłką. My w tym meczu nie graliśmy piłką, co potrafimy. Powtarzam swoim zawodnikom, że jeżeli ktoś nie ma charakteru do piłki nożnej, niech się weźmie za szachy. Tomasovia postawiła nam wysokie wymagania i choć to my mieliśmy tych sytuacji więcej, to częściej od nas była w posiadaniu piłki. 

Jarosław Korzeń (Tomasovia): – Z przebiegu spotkania remis jest wynikiem zasłużonym. Graliśmy z zespołem, który rzadko oddaje punkty – szczególnie u siebie – i który znajduje się na trzecim miejscu w tabeli, w ścisłej czołówce. Rywal postawił nam trudne warunki. Pierwszą połowę nieco przespaliśmy, zresztą tak jak tydzień temu w meczu z Polonią Przemyśl, gdzie zagraliśmy fatalnie. Z czasem jednak rozkręcaliśmy się i mogło być różnie. Przemek Wawryca miał piłkę meczową w 80. minucie, będąc w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale i Siarka mogła zapewnić sobie zwycięstwo w końcówce meczu. Generalnie jestem zadowolony z drugiej połowy, gdzie zagraliśmy agresywniej, podeszliśmy wyżej środkiem pola. Jestem zadowolony z tego wyniku.