Przerwana niemoc strzelecka. Tomasovia – Wisłoka Dębica 3:0

DSC05373

 

Nareszcie! Tak mogą powiedzieć kibice Tomasovii, którzy od 22 listopada ubiegłego roku oczekiwali na kolejne ligowe zwycięstwo swoich piłkarzy. Wczoraj podopieczni trenera Jana Złomańczuka odprawili z kwitkiem outsidera rozgrywek Wisłokę Dębica aplikując, im trzy bramki i nie tracąc żadnej.

 

Po fatalnym starcie w rundzie wiosennej, bo co tu ukrywać, inaczej tego nazwać nie można, gdy na cztery mecze trzy się przegrywa i jeden remisuje wczorajszy pojedynek miał niebagatelne znaczenie dla piłkarzy Tomasovii w kontekście walki o utrzymanie w III lidze, których w tym meczu interesował tylko i wyłącznie komplet punktów. W związku z tym nasi piłkarze od początku ruszyli zdecydowanie do przodu chcąc jak najszybciej zdobyć prowadzenie. Już w 2 minucie meczu z rzutu wolnego uderzał Michał Skiba , jednak piłka minęła bramkę. Cztery minuty później Tomasovia mogła objąć prowadzenie, po tym, jak wspomniany Michał Skiba wrzucił futbolówkę z rzutu rożnego w pole karne wprost na głowę Arkadiusza Smoły, a ten z trzech metrów przeniósł piłkę nad bramką Wisłoki. Nie mniej wyborną sytuację miał w 10 minucie Ireneusz Baran po znakomitym rajdzie i dograniu w pole karne Waldemara Kozyry, lecz nieczysto trafił w piłkę i skończyło się tylko na strachu drużyny przyjezdnej. Po kwadransie gry pierwszy z niewielu strzałów w wykonaniu gości, kiedy to z rzutu wolnego ze znacznej odległości uderzył Tomasz Kot była to, jednak próba bardzo nieudana. W odpowiedzi po zamieszaniu przed polem karnym próbę strzału z dystansu podjął Damian Misztal, ale i w tej sytuacji nie było to uderzenie udane. Brawa na tomaszowskim stadionie rozbrzmiały w 21 minucie, gdy z piłką w pole karne wbiegł dynamicznie Łukasz Chwała, który oddał bardzo ładny strzał z 15 metrów, niestety, po raz kolejny futbolówka minęła przeznaczony cel.

 

DSC05379

 

Trzy minuty później z rzutu wolnego przymierzył Michał Skiba, tyle że znów nieskutecznie. Piłkarze Tomasovii, mimo tych niepowodzeń nie dawali za wygraną i w 24 minucie po zagraniu Igora Paskiva z 20 metrów oddał strzał Ireneusz Baran, jednak czujny w bramce Wisłoki byłKacper Ziółkowski. Chwilę po tej okazji tym razem dobrą indywidualną akcją popisał się Kamil Groborz niestety dla niego i kibiców zgromadzonych na trybunach wykończenie tej sytuacji, czyli strzał nie był już tak udany. Gdy boiskowy zegar wskazywał 33 minutę rzut wolny ze znacznej odległości wykonywał Ireneusz Baran. Piłka po jego dośrodkowaniu w pole karne na długo zawisła w powietrzu i wylądowała na górnej części siatki bramki. Dwie minuty przed gwizdkiem arbitra oznaczającym przerwę na strzał z ponad 30 metrów zdecydował się Dawid Bielatowicz , jednak jego uderzenie było bardzo niecelne. Gdy wydawało się, że pierwsza część zakończy się bezbramkowym remisem co można, by było uznać za sukces gości nastąpiło wreszcie to, na co tomaszowscy kibice oczekiwali, czyli Tomasovia zdobyła prowadzenie. Po zagraniu w pole karne przez Waldemara Kozyrę grający II trener, a więc Ireneusz Baran przy pierwszej próbie strzału nie trafił w piłkę, ale, jako że ta nadal pozostawała przy jego nodze, to druga próba była już skuteczna i tomaszowianie mogli cieszyć się z gola po jak przypomniał na pomeczowej konferencji prasowej spiker zawodów pan Krzysztof Świętojański 415 minutach niemocy strzeleckiej.

 

DSC05383

 

Po zdobytym golu do szatni piłkarze Tomasovii z większym spokojem mogli przystąpić do drugiej części meczu i tak też było. Na pierwszą groźną akcję widzowie zgromadzeni na trybunach musieli zaczekać do 57 minuty, wtedy to Marcin Żurawski wbiegł z piłką w pole karne i oddał strzał w krótki róg bramki Wisłoki, choć chyba lepszym pomysłem byłoby dogranie futbolówki do Igora Paskiva, a tak golkiper dębiczan był tam, gdzie powinien odbijając piłkę na rzut rożny. Dosłownie dwie minuty później po raz kolejny zrobiło się groźnie pod bramką Wisłoki. Waldemar Kozyra zakręcił obrońcami rywali tak, że ci nie wiedzieli co się dzieje, po czym zagrał futbolówkę do Marcina Żurawskiego, lecz temu w skutecznym wykończeniu sytuacji przeszkodził obrońca Wisłoki Maksymilian Panek wybijając piłkę na kolejny rzut rożny. W 60 minucie bardzo dobra wrzutka w pole karne Igora Paskiva wprost na głowę bardzo aktywnego w tym meczu Ireneusza Barana niestety piłka po jego główce minęła dalszy słupek bramki. Potem na murawie było w miarę spokojnie i przez kolejne minuty „niebiesko-biali” próbowali sforsować dębicki mur, jaki postawili przed swoim polem karnym rywale i długo tomaszowianie nie mogli go skruszyć. Udało to się w 70 minucie, kiedy to Norbert Raczkiewicz, który na murawie pojawił się dość niespodziewanie po kilkutygodniowej kontuzji w 64 minucie zagrał piłkę na skrzydło do Ireneusza Barana, a ten będąc już w szesnastce Wisłoki został powalony na murawę przez Maksymiliana Panka i prowadzącemu bardzo dobrze ten mecz arbitrowi z Zamościa panu Arkadiuszowi Łaszkiewiczowi nie pozostało nic innego jak tylko odgwizdać rzut karny dla Tomasovii.

 

DSC05426

 

Do futbolówki ustawionej na „wapnie” podszedł Marcin Żurawski i, mimo że wszyscy w lidze wiedzą w, który róg uderza zawsze nasz zawodnik, to przy precyzyjnym strzale tuż przy słupku nie dał on szans na skuteczną interwencję golkiperowi Wisłoki. W 79 minucie bardzo groźnie uderzał sprzed pola karnego gości Igor Paskiv, ale piłka po tym strzale poszybowała wysoko nad bramką. Po tej sytuacji na murawie pojawił się Przemysław Orzechowski, który na „dzień dobry” bardzo szybko zapisał się w protokóle sędziowskim oglądając żółtą kartkę za faul. Ale to nie był jedyny jego wpis we wspomnianym protokóle, ponieważ w 83 minucie Przemek wykorzystał błąd Piotra Kozioła i widząc wysuniętego bramkarza przelobował go i ustalił tym samym jak się potem okazało końcowy rezultat. Nadmienić, jednak w tym miejscu koniecznie trzeba, że to był debiutancki gol naszego 17 letniego zawodnika w drużynie seniorów i liczymy, że następne gole tego utalentowanego zawodnika to tylko kwestia czasu. Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry po raz kolejny w roli głównej Przemek Orzechowski, który przy linii końcowej boiska został „wycięty” przez Piotra Kozioła , a że ten zawodnik rywali miał na swoim koncie żółtą kartkę, to z powodu drugiej musiał opuścić przedwcześnie plac gry. Do końca już się nic nie zmieniło i kibice Tomasovii mogli wreszcie sobie przypomnieć jak smakuje zwycięstwo ich drużyny.

 

Wczorajsza wygrana pozwoliła Tomasovii awansować o oczko wyżej w tabeli i obecnie plasuje się ona na miejscu 12. W nadchodzącym tygodniu zostaną rozegrane dwa mecze już w środę tomaszowianie zmierzą się w Sieniawie z Sokołem zaś w sobotę zagrają u siebie z Lublinianką Lublin.

 

Tomasovia – Wisłoka Dębica 3:0 (1:0)

bramki: Baran 45′, Żurawski 70′ (karny), Orzechowski 84′

 

Tomasovia: Bartoszyk – Misztal (86′ Szuta), Bojarczuk, Smoła, Skiba – Kozyra, Paskiv, Chwała (54′ Karwacki), Baran (79′ Orzechowski) – Żurawski, Groborz (64′ Raczkiewicz)

 

Żółte kartki: Orzechowski – Bielatowicz, Kozioł

 

Czerwona kartka: Piotr Kozioł 87′- za dwie żółte

 

Sędziowie: Arkadiusz Łaszkiewicz (główny), Rafał Łyś, Piotr Lipczuk (asystenci) – OZPN Zamość

 

Widzów: 350 (w tym około 50 osobowa grupa kibiców Wisłoki)