Porażka po walce. Lublinianka Lublin – Tomasovia 2:1

W sobotę piłkarze Tomasovii rozegrali spotkanie ligowe w ramach XXIX kolejki spotkań, w ramach której wybrali się oni do Lublina by na nowoczesnym stadionie „Areny Lublin” zmierzyć się z Lublinianką. Niestety spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy, choć tomaszowianie łatwo skóry nie sprzedali i przegrali po walce.

 

Od pierwszego gwizdka arbitra ostro do pracy zabrali się piłkarze Lublinianki, którzy chcieli jak najszybciej wyjść na prowadzenie. Szczególnie we znaki tomaszowskiej defensywy dawał się na początku tego pojedynku Karol Banachiewicz, ale żadna ze stworzonych przez Lubliniankę sytuacji nie zakończyła się dla niej golem. Po początkowym szturmie podopiecznych trenera Marka Sadowskiego gra przeniosła się bardziej do środka boiska, gdzie trwała twarda męska walka. Niestety w 30 minucie katastrofalny w skutkach błąd popełnił Ireneusz Baran, który w łatwy sposób pozwolił sobie odebrać piłkę Karolowi Banachiewiczowi, który pognał z futbolówką w kierunku bramki i oddał strzał sprzed pola karnego, po którym piłka odbiła się jeszcze po drodze od nogi jednego z naszych obrońców zupełnie myląc golkipera Maksyma Wadacha.

 

Piłkarze Lublinianki, którzy są jeszcze w grze o utrzymanie w III lidze zdawali sobie sprawę z tego, że jednobramkowe prowadzenie nie jest bezpiecznym wynikiem, które gwarantuje zwycięstwo i dążyli do zdobycia drugiego gola. Najlepszą okazję do podwyższenia rezultatu piłkarze Lublinianki mieli pod koniec pierwszej części, gdy wykonywali rzut wolny z 18 metrów na wprost tomaszowskiej bramki. Wykonawcą tego stałego fragmentu gry był Erwin Sobiech, z którego uderzeniem poradził sobie Maksym Wadach odbijając futbolówkę do boku, gdzie jeszcze dobitki próbował Łukasz Mazurek, ale na szczęście jego uderzenie było niecelne. Tomasovia w pierwszej połowie zagrała bardzo przeciętnie, by nie powiedzieć, że słabo gdzie mnożyły się niecelne podania, czy niewymuszone straty i gospodarze zasłużenie prowadzili po pierwszych czterdziestu pięciu minutach.

 

 

Zdecydowanie lepiej tomaszowianie zaprezentowali się w drugiej połowie, podczas której zaczęli śmielej atakować. Duża w tym zasługa Norberta Raczkiewicza, który pojawił się na boisku w 55 minucie meczu za Kacpra Wróblewskiego. Już na początku tej części dobrym uderzeniem popisał się Damian Szuta golkiper gospodarzy nie najlepiej interweniował w tej sytuacji, lecz żadnemu z naszych graczy wskutek interwencji obrońców nie udało się dojść do dobitki. W odpowiedzi w 49 minucie kolejna akcja Karola Banachiewicza, który zagrał piłkę do Patryka Czułowskiego, a ten oddał uderzenie, po którym futbolówka otarła się o zewnętrzną część słupka bramki Tomasovii. Dobrą okazję po rzucie rożnym miał również Tomasz Kłos, ale piłka po jego uderzeniu zbyt wolno toczyła się kierunku pustej bramki i obrońcy zdążyli ją wyeksponować na aut. Prawdziwe emocje rozpoczęły się jednak w ostatnich dwudziestu minutach. W 71 minucie po wrzutce w pole karne z prawego skrzydła i interwencji obrońców piłka dotarła wprost pod nogi Krzysztofa Zawiślaka, który mocnym uderzeniem posłał piłkę do bramki gospodarzy. Radość z wyrównania trwała, zaledwie 5 minut, kiedy to po rzucie rożnym i błędach w kryciu najlepiej w polu karnym odnalazł się Łukasz Mazurek i nieliczna jak to zawsze w przypadku Lublinianki bywa widownia po raz drugi mogła się cieszyć z gola zdobytego przez ich zespół.

 

 

Chwilę później zespół Tomasovii został wyraźnie skrzywdzony, ponieważ po faulu w polu karnym, gdzie Marcin Świech sfaulował Krzysztofa Zawiślaka tomaszowianom należał się rzut karny co po meczu przyznawali nawet kibice gospodarzy, ale zupełnie inaczej widział to i ocenił arbiter główny, który odgwizdał, zaledwie rzut wolny sprzed linii pola karnego, który nie przyniósł efektu bramkowego, choć po uderzeniu Ireneusza Barana jeden z zawodników dotknął w polu karnym piłkę ręką, ale i w tej sytuacji pan sędzia nie odgwizdał rzutu karnego. O tym, że arbiter główny nie miał najlepszego dnia, by nie powiedzieć, że był najsłabszym ogniwem sobotniego meczu niech świadczy sytuacja z 78 minuty. Wtedy to Michał Skiba został brutalnie sfaulowany przy linii bocznej przez Jakuba Kaganka, za co zawodnikowi miejscowych należała się tylko jedna i wyłącznie kara, czyli czerwona kartka, a tymczasem arbiter okazał się bardzo łaskawy dla piłkarza Lublinianki i ukarał go, zaledwie kartonikiem koloru żółtego. Dodamy tylko, że nasz lewy obrońca nie był oczywiście w stanie kontynuować gry. Tomasovia do samego końca starała się doprowadzić, chociażby do remisu, ale ta sztuka im się nie udała i komplet punktów pozostał w Lublinie.

 

***

 

Lublinianka Tomasovia 2:1 (1:0)
bramki: Banachiewicz 30′, Mazurek 76′ – Zawiślak 71′

 

Tomasovia: Wadach – Melnychuk, Wróblewski (55′ Raczkiewicz), Smoła (85′ Juśkiewicz), Skiba (80′ Lasota), Misztal, Orzechowski, Szuta, Baran, Kłos (85′ Iwanicki) – Zawiślak.

 

Żółte kartki: Sobiech, Świech, Kaganek, Banachiewicz – Kłos, Orzechowski, Lasota

 

Sędziowie: Paweł Smyk (główny), Artur Krasowski, Aneta Groszek (asystenci) – KS Biała Podlaska

 

Widzów: 100