Odblokowali się na dobre. Powiślak Końskowola – Tomasovia 1:4

W ramach IX kolejki spotkań o mistrzostwo IV ligi lubelskiej piłkarze Tomasovii udali się do odległej Końskowoli, gdzie czekał ich pojedynek z szóstym zespołem przed tą kolejką Powiślakiem. Na dobrze przygotowanym boisku podopieczni trenera Marka Sadowskiego w przekroju całego spotkania byli zdecydowanie lepszym zespołem i odnieśli wysokie przekonujące zwycięstwo.

Od pierwszego gwizdka arbitra inicjatywa należała do zespołu Tomasovii. Już w 5 minucie tomaszowianie przeprowadzili akcję, po której Nazar Melnychuk skierował piłkę do bramki gospodarzy, jednak wcześniej był gwizdek arbitra oznaczający pozycję spaloną i gol nie mógł zostać uznany. W 13 minucie po zagraniu Ireneusza Barana ten sam zawodnik próbował obsłużyć w polu karnym dobrym podaniem Tomasza Kłosa, lecz nasz napastnik nie zdołał sięgnąć piłki, którą ostatecznie przechwycił bramkarz miejscowych. Dwie minuty później tomaszowianie powinni już prowadzić po tym, jak Arkadiusz Smoła zagrał bardzo dobra długą piłkę do Przemysława Orzechowskiego, który przelobował będącego przed nim bramkarza Powiślaka Michała Bickiego, ale na jego nieszczęście futbolówka wylądowała zaledwie na górnej siatce bramki gospodarzy. Podopieczni trenera Jerzego Krawczyka pierwszą groźną akcję przeprowadzili w 18 minucie, lecz jej zakończenie uderzeniem przez Kamila Przychodzienia nie było na tyle groźne, by zaskoczyło Patryka Rojka.

Gdy boiskowy zegar wskazywał 20 minutę piłkę z autu w pole karne wrzucił Karol Karólak tam źle futbolówkę wypiąstkował bramkarz Powiślaka wprost pod nogi na 16 metr do Ireneusza Barana, jednak ten miał zbyt mało miejsca by się dokładniej złożyć do strzału i golkiper miejscowych nie miał problemów z wybronieniem uderzenia. Swoją przewagę piłkarze Tomasovii udokumentowali golem w 26 minucie. Po niezbyt udanym rzucie rożnym wykonywanym przez gospodarzy „niebiesko-biali” wyprowadzili szybką kontrę, po której Ireneusz Baran zagrał piłkę do Nazara Melnychuka, a ten mimo asysty dwóch obrońców wpadł w pole karne i posłał futbolówkę do bramki. Wydawało się, że utrata gola obudzi nieco ospałych i grających bez pomysłu gospodarzy, ale nic z tego w dalszym ciągu przewaga należała do naszych graczy, którzy jeszcze kilkakrotnie zagrozili bramce Powiślaka, lecz bez efektu bramkowego. Gospodarze w pierwszej części stworzyli jeszcze jedno zagrożenie tuż przed przerwą, kiedy to po dwóch rzutach rożnych wykonywanych przez Michała Chwiszczuka główkował Kamil Leszczyński, lecz nie przyniosło to efektu w postaci gola wyrównującego.

Jak przyznawali po meczu przedstawiciele gospodarzy ich drużyna na drugą połowę wyszła z myślą odwrócenia losów spotkania, ale jak się okazało na myśleniu się skończyło, ponieważ ich drużyna nie miała żadnych atutów, by zmienić niekorzystny bieg zdarzeń. Szkoleniowiec Tomasovii Marek Sadowski na drugą połowę posłał w bój dawno niewidzianego Krzysztofa Zawiślaka i trzeba przyznać, że ta zmiana zwiększyła tylko siłę rażenia tomaszowian. Nasz napastnik potrzebował, zaledwie 65 sekund, by wywalczyć rzut karny po dobrym podaniu Ireneusza Barana. Do piłki ustawionej na „wapnie” podszedł Karol Karólak i silnym uderzeniem podwyższył prowadzenie. To nie był jednak koniec strzeleckich popisów naszego zespołu na stadionie w Końskowoli. W 54 minucie Ireneusz Baran otrzymał bardzo dobre podanie od Karola Karólaka i będąc w sytuacji sam na sam z bramkarzem po raz trzeci posłał piłkę do siatki gospodarzy. Kolejna znakomita okazja do zdobycia gola nadarzyła się w 57 minucie, gdy po akcji Krzysztofa Zawiślaka piłkę w pole karne do Nazara Melnychuka zagrał Ireneusz Baran, ale ten, zamiast oddać strzał z pierwszej piłki zbyt długo zwlekał z uderzeniem, dzięki czemu Rafał Banaszek zdołał zablokować wspomniane uderzenie.

Co się odwlecze to nie uciecze. W 60 minucie piłkę z rzutu rożnego w pole karne wrzucił Karol Karólak wprost na głowę Krzysztofa Zawiślaka, po którego uderzeniu futbolówka po raz czwarty zatrzepotała w bramce Powiślaka. Czterobramkowa przewaga pozwoliła piłkarzom Tomasovii na spokojniejsze rozegranie końcówki tego meczu, ale i w tym okresie nie brakowało okazji do jeszcze wyższego zwycięstwa. Tak jak, chociażby w 69 minucie, gdy Damian Szuta zagrał piłkę do Krzysztofa Zawiślaka, lecz jego uderzenie z 14 metrów okazało się niecelne. Niewielka grupka kibiców zgromadzona na stadionie w Końskowoli miała powody do umiarkowanej radości w 76 minucie, kiedy to Michał Chwiszczuk wstrzelił futbolówkę w pole karne z prawego skrzydła tam nie najlepiej interweniował Patryk Rojek, który „wypluł” piłkę, a Maciej Pięta zdobył jak się potem okazało honorowego gola dla swojej drużyny. Obie drużyny miały jeszcze okazje na zdobycie bramek po stronie Powiślaka strzelec gola Maciej Pięta, który mając w 81 minucie przed sobą tylko bramkarza uderzał w krótki róg, ale nie trafił do bramki, natomiast po stronie „niebiesko-białych” Ireneusz Baran oddał w 88 minucie strzał z dystansu, ale i ta próba zakończyła się niepowodzeniem. Ostatecznie zespół Tomasovii odniósł pewne wysokie zwycięstwo i był to najniższy wymiar kary, jaki tego dnia spotkał piłkarzy Powiślaka.

Po wczorajszym zwycięstwie Tomasovia awansowała z 9 na 6 miejsce w tabeli, jednak jej strata do dwóch pierwszych miejsc jest nadal spora i wynosi 11pkt. Najbliższy mecz tomaszowianie zagrają na własnym boisku w niedzielę 25 września o godz. 15:00, a ich rywalem będzie POM Iskra Piotrowice. Już dziś zapraszamy na ten mecz.

***

Powiślak Końskowola –Tomasovia 1:4 (0:1)

bramki: Pięta 76′ – Melnychuk 26′, Karólak 48′ karny, Baran 53′, Zawiślak 60′

 

Tomasovia: Rojek – Misztal, Wasyl, Smoła, Skiba – Baran, Szuta (76′ Staszczak), Karólak (66′ Raczkiewicz), Orzechowski (57′ Gęborys) Melnychuk – Kłos (46′ Zawiślak)

 

Żółte kartki: Pięta, Chwiszczuk, Bicki – Raczkiewicz

 

Sędziowie: Łukasz Szczołko (główny), Robert Brzozowski, Karol Szczołko (asystenci) – KS Lublin

 

Widzów: 150