Kanonada w Wólce Pełkińskiej. Wólczanka – Tomasovia 6:1

wolczanka 020

 

W ramach XXXII kolejki III ligi lubelsko-podkarpackiej piłkarze Tomasovii udali się do Wólki Pełkińskiej, by powalczyć o ligowe punkty z beniaminkiem Wólczanką. Tomaszowianie w rundzie wiosennej nie zdołali wygrać jeszcze meczu na wyjeździe i to była, przedostania szansa, by to zmienić. Niestety nie została ona wykorzystana, ponieważ podopieczni trenera Jana Złomańczuka doznali kolejnej porażki najwyższej odkąd występują w obecnych rozgrywkach III ligowych.

 

Do meczu w Wólce Pełkińskiej zespół Tomasovii wystąpił osłabiony co awizowaliśmy przed meczem w zapowiedzi, ponieważ za żółte kartki musiał pauzować Patryk Słotwiński. Na domiar złego przed sobotnim pojedynkiem posypały się w naszym zespole kolejne kontuzje i tak z tego powodu nie mogli wystąpić pierwszy bramkarz i kapitan Łukasz Bartoszyk, Piotr Joniec, a występMichała Skiby był niepewny do samego końca. Dopiero po przedmeczowej rozgrzewce zapadła decyzja, że jednak nasz obrońca zagra.

 

Mecz rozpoczął się od akcji gospodarzy, którzy jak najszybciej chcieli wyjść na prowadzenie i ta sztuka, im się udała. W 6 minucie meczu z 16 metrów uderzał Marek Gwóźdź, jednak w tej sytuacji debiutujący w III ligowych rozgrywkach Piotr Wojtowicz nie miał problemów z obroną. Co się nie udało piłkarzom Wólczanki w pierwszej sytuacji udało się pięć minut później, czyli w 11 minucie. Wtedy to piłkę na wysokości pola karnego Tomasovii wyrzucił z autu Mateusz Kocur wprost na głowę Damiana Misiło, który przedłużył ją wprost do Marka Gwoździa, a ten strzałem tuż przy słupku po raz pierwszy trafił do bramki „niebiesko-białych”. Groźnie pod bramką gospodarzy było w 13 minucie, kiedy to z rzutu wolnego futbolówkę w pole karne dośrodkowywał Michał Skiba, a piłka po główce Norberta Raczkiewicza wylądowała na górnej siatce bramki strzeżonej przez Andrzeja Mikusa. Odpowiedź miejscowych była wręcz zabójcza. Po rozegranym rzucie rożnym w szesnastkę Tomasovii piłkę dośrodkował autor pierwszego gola Marek Gwóźdź tam pojedynek główkowy z Danielem Gawłem przegrał Łukasz Chwała do tego błąd przy tym uderzeniu popełnił golkiper naszego zespołu i Damianowi Misiło nie pozostało nic innego, jak tylko skierować futbolówkę do pustej bramki.

 

 

wolczanka 106

 

Podopieczni trenera Jana Złomańczuka wbrew temu, co pokazuje końcowy rezultat nie byli tłem dla gospodarzy grali otwartą piłkę, a że przy tym popełniali katastrofalne błędy w obronie to już inny temat. W 18 minucie bardzo dobre i groźne uderzenie oddał Kamil Groborz, lecz czujny w swojej bramce był Andrzej Mikus, który odbił piłkę na korner. Futbolówka nie wpadała do bramki miejscowych, ale za to wpadała do siatki tomaszowian, o czym boleśnie przekonali się oni po raz kolejny w 20 minucie. Po kolejnej długiej piłce z własnej połowy bardzo aktywnego w meczu Marka Gwoździa walkę o futbolówkę przegrał na lewej obronie z najlepszym strzelcem ligi Krzysztofem Pietluchem nasz obrońca Michał Skiba zawodnik wstrzelił ją w pole karne, gdzie kolejny błąd popełnił bramkarz Piotr Wojtowicz i Piotr Boratyn skorzystał z tego prezentu zdobywając trzeciego gola. Można, więc śmiało powiedzieć, iż pierwsze dwadzieścia minut było zabójcze ze strony Wólczanki, która popisała się naprawdę bardzo wysoką skutecznością pod bramką tomaszowian. Z drugiej strony przy takich „prezentach”, jakie rozdawał nasz zespół nie ma co się dziwić, że gospodarze je wykorzystywali w końcu na brak napastników trener gospodarzy nie ma co narzekać w przeciwieństwie do szkoleniowca naszego zespołu.

 

wolczanka 059

 

Nie mająca nic już do stracenia Tomasovia poza ewentualnymi kolejnymi bramkami jeszcze bardziej podkręciła tempo przejmując inicjatywę na murawie zaś gospodarze byli przyczajeni na szybkie kontrataki. W 22 minucie po zagraniu Norberta Raczkiewiczaznakomitą okazję na gola miał Kamil Groborz, lecz jego strzał z 11 metrów wybronił znakomicie dysponowany w tym dniu golkiper miejscowych. Kolejna dobra akcja Norberta Raczkiewicza miała miejsce w 33 minucie, gdy zagrał piłkę w pole karne ze skrzydła, ale interwencja obrońcy rywali sprawiła, że żaden z naszych graczy będący w polu karnym Igor Paskiv i Ireneusz Baran nie mieli szans na zamknięcie akcji, gdyż futbolówka znalazła się poza boiskiem. Jeszcze przed przerwą w 42 minucie strzałem z dalszej odległości próbował zdobyć gola Kamil Groborz, lecz ta próba okazała się zbyt lekka, by mogła zakończyć się powodzeniem. Tym samym po pierwszej połowie na boiskowej tablicy świetlnej po stronie gospodarzy widniała trójka zaś po stronie gości zero. Tę część można określić bardzo prosto. Zespół Tomasovii w opinii miejscowych kibiców zostawił dobre wrażenie, natomiast gospodarze na skutek tragicznych błędów zostawili w ich siatce trzy gole, a jak wiadomo za dobre wrażenia punktów się nie przyznaje.

 

Na drugą część tomaszowianie wyszli jeszcze bardziej umotywowani przez swojego szkoleniowca, by spróbować powalczyć o jeden punkt w końcu defensywa drużyny z Wólki Pełkińskiej nie jest ich najmocniejszą stroną, o czym świadczy ilość bramek straconych w przekroju całych rozgrywek. W 47 minucie po wygranej główce przez Kamila Groborza piłka dotarła na 16 metr wprost do Norberta Raczkiewicza, a ten oddał bardzo dobry strzał tyle tylko, że nad bramką Wólczanki. Dwie minuty później chytrym strzałem próbował trafić Igor Paskiv , jednak golkiper miejscowych nie pozwolił się zaskoczyć. To nie był koniec akcji, ponieważ futbolówkę w pole karne wstrzelił z powrotem Kamil Groborz tym razem bramkarz Andrzej Mikus popełnił błąd, leczMaciej Lech uprzedził w tej sytuacji mającego ochotę na dobitkę Igora Paskiva wybijając piłkę na rzut rożny. Tomaszowianie nie robili sobie nic z niepowodzeń i szukali pierwszego gola dalej. W 55 minucie po podaniu Arkadiusza Smoły bardzo dobrą okazję miał tym razem Michał Skiba niestety futbolówka minęła bramkę przeciwnika.

 

wolczanka 090

 

Gdy wydawało się, iż gol dla naszej drużyny to tylko kwestia czasu to zdobyli go niestety miejscowi. Tym razem kiks golkipera Tomasovii, który wybiegł poza własne pole karne wykorzystał najlepszy strzelec rozgrywek Krzysztof Pietluch kierując w tym sezonie po raz 29 piłkę do siatki rywali. Jak przyznawali na trybunach miejscowi sympatycy futbolu nasza drużyna zasługiwała, chociażby na jednego gola i w końcu udało się go zdobyć. Uczynił to w 62 minucie Igor Paskiv, który uderzeniem z 18 metrów zdobył fantastycznego gola i na pewno najpiękniejszego w tym meczu. Kolejnego strzału sprzed pola karnego spróbował w 67 minucie Kamil Groborz i niestety po raz kolejny piłka nie trafiła do bramki. Równie dobrą akcję przeprowadzili piłkarze Tomasovii w 71 minucie Michał Skiba zagrał piłkę na skrzydło do Ireneusza Barana ten bez chwili zawahania się wstrzelił ją w pole karne do Igora Paskiva, lecz niestety zabrakło nieco precyzji i szczęścia, by ten ostatni zdążył dopaść piłki. Piłkarze Wólczanki, jeśli już w drugiej połowie zapędzali się pod bramkę naszego zespołu to konkretne łupy, czyli po bramki.

 

Tak stało się w 77 minucie, gdy po kontrze piłkę w pole karne wstrzelił Bartłomiej Poprawa do zupełnie nieobstawionego Marka Gwoździa, a temu zostało już tylko dopełnienie formalności. Bardzo dobry strzał w 84 minucie meczu oddał z 16 metrów Ireneusz Baran, lecz na drodze piłki stanął Karol Flak, który tym samym zapobiegł utracie drugiego gola. W 90 minucie wydawało się, że znakomitą szansę na zdobycie drugiego gola będzie miał Igor Paskiv, ale za daleko wypuścił sobie piłkę i Andrzej Mikus pewnie ją przechwycił. Na domiar złego gol padł, lecz po raz kolejny dla gospodarzy. Piłkę na skrzydle otrzymał Bartłomiej Poprawapognał z nią ile miał tylko sił w nogach i strzałem na dalszy słupek zmusił po raz szósty w tym meczu Piotra Wojtowicza do kapitulacji. Do końca meczu już nic się nie wydarzyło i gospodarze mogli świętować okazałe zwycięstwo.

 

wolczanka 037

 

To był naprawdę dziwny mecz, ponieważ końcowy wynik sugeruje na olbrzymią przewagę Wólczanki, a wcale tak nie było. Błędy w obronie w tym bramkarza zadecydowały o tak wysokiej porażce. Tomasovia rozdawała prezenty i dziwne by było, by taki zespół jak Wólczanka z tyloma doświadczonymi piłkarzami ich nie wykorzystywał. Z drugiej strony, choć zabrzmi to być może śmiesznie spoglądając na końcowy rezultat nasz zespół rozegrał najlepszy mecz na wyjeździe. Już dawno tomaszowianie nie mieli aż tylu okazji bramkowych na wyjeździe, tyle że grając przez całą rundę wiosenną bez choć jednego nominalnego napastnika, o którego zabiegał zimą u zarządu klubu szkoleniowiec tomaszowian, a że go nie otrzymał, bo jak nie wiadomo, o co chodzi to wiadomo skutki są takie, że nie ma kto tych okazji wykorzystywać i m.in. przez to od sierpnia tomaszowscy kibice, na co wiele dzisiaj wskazuje mogą mieć okazję oglądać „potęgi”, czyli zespoły IV ligowe.

 

Serwis Tomasovia.Tomaszow.info informuje, że wykorzystywanie materiałów zdjęć itd, które są własnością naszej redakcji zamieszczanie ich w innych mediach tj stronach internetowych, czy gazetach bez zgody pisemnej naszego serwisu jest zabronione!

 

***

Wólczanka Wólka Pełkińska – Tomasovia 6:1 (3:0)

bramki: Gwóźdź 11′, 77′, Misiło 15′, Boratyn 20′, Pietluch 59′, Poprawa 90+2 – Paskiv 62′

 

Tomasovia: Wojtowicz-Żurawski, Bojarczuk, Chwała, Konopa (19′ Orzechowski, 82′.Łeń) – Smoła (82′ 2.Misztal), Baran, Raczkiewicz, Paskiv, Skiba-Groborz

 

Żółte kartki: 72′ Mikus, 85′ Gwóźdź – 61′ Skiba

 

Sędziowali: Piotr Burak (główny), Konrad Kostrubała i Mateusz Garbaty (asystenci) – OKS Zamość

 

Widzów: 250