Do szczęścia zabrakło tak niewiele. Tomasovia – Karpaty Krosno 1:1

W Wielką Sobotę piłkarze Tomasovii rozegrali mecz ligowy na własnym boisku, gdzie za rywali mieli czołowy zespół ligi Karpaty Krosno. Spotkanie zakończyło się rezultatem remisowym, który raczej nie krzywdzi żadnego z zespołów, choć większy niedosyt jest na pewno po stronie naszej drużyny.

Zanim zabrzmiał pierwszy gwizdek w meczu arbiter na wniosek delegata i obu drużyn zarządził minutę ciszy, ponieważ przed niemal samym meczem dotarła informacja o tragicznym wypadku piłkarzy Wólczanki, którzy byli w drodze na mecz z Avią w Wólce Pełkińskiej, gdzie niestety zginęło pięć osób (trzy na miejscu i dwie w szpitalu).

Tomaszowianie rozpoczęli spotkanie z wielkim impetem chcąc zdobyć prowadzenie już na samym początku meczu i mieli ku temu dobrą okazję w 2 minucie, kiedy to Krystian Brudz zagrał piłkę w pole karne za obrońcę gości wprost do Krzysztofa Zawiślaka, który jednak nie opanował futbolówki i skończyło się tylko na strachu gości i zawodzie tomaszowskiej publiczności. 120 sekund później nastąpiła odpowiedź gości , którzy wykonywali rzut rożny. Po wrzutce z kornera w polu karnym główkował 37 – letni Janusz Wolański i od utraty gola nasz zespół uratował stojący na linii bramkowej Michał Skiba. Boiskowy zegar wskazywał 8 minutę, gdy po zagraniu Tomasza Kłosa na indywidualny rajd przez całą połowę lewą flanką zdecydował się Krystian Brudz i mimo naciskających obrońców oddał uderzenie w tak zwany długi róg bramki, lecz niestety piłka minęła nieznacznie przeznaczony cel. Jednak w 11 minucie kibice zgromadzeni na trybunach mieli powody do radości, ponieważ tomaszowianie objęli prowadzenie.

Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przez Ireneusza Barana zakotłowało się w polu karnym Karpat piłka odbijała się od zawodników niczym w ping-pongu wreszcie ta trafiła do Tomasza Kłosa, który uderzeniem w krótki róg dał prowadzenie „niebiesko-białym”. W 13 minucie po faulu Damiana Szuty na Dawidzie Cempie Karpaty miały rzut wolny 20 metrów na wprost tomaszowskiej bramki. Do piłki podszedł sam poszkodowany w tej sytuacji, który oddał bardzo ładny strzał, ale jeszcze lepsza była robinsonada naszego nowego bramkarza Maksyma Wadacha, który do Tomaszowa Lubelskiego trafił z Ursusa Warszawa i mimo że z nowym zespołem odbył raptem kilka treningów swój debiut w naszej drużynie może uznać za udany. Przez kolejne minuty żadnej ze stron nie udało się stworzyć poważniejszego zagrożenia i tak było do 34 minuty. Wtedy to piłkę za linię obrony Karpat w pole karne zagrał Krystian Brudz, gdzie Krzysztof Zawiślak nie zdołał oddać uderzenia głową i po niezbyt udanej interwencji golkipera przyjezdnych piłka trafiła na 16 metr do Tomasza Kłosa, który uderzeniem z „krzyżaczka” próbował trafić do bramki krośnian, lecz futbolówkę zmierzającą do siatki wybił z linii bramkowej obrońca Zbigniew Dąbek. Do przerwy zatem prowadziła po dobrej grze Tomasovia i kibice na trybunach z dużym optymizmem wyczekiwali drugiej połowy.

Podczas wspomnianej drugiej części tomaszowianie obrali bardziej defensywną taktykę nastawiając się na szybkie kontry, przez co zarysowała się bardziej optyczna przewaga przyjezdnych. Jednak z tej optycznej przewagi niewiele wynikało. To piłkarze Tomasovii mogli podwyższyć wynik w 58 minucie, kiedy to Nazar Melnychuk wrzucił piłkę w pole karne, gdzie błąd popełnił bramkarz Karpat Mariusz Stępień, a po uderzeniu przewrotką Tomasza Kłosa piłka poszybowała tylko nad bramką. W 60 minucie gry niebezpieczny strzał z dystansu oddał Eryk Krupa, jednak na szczęście futbolówka minęła bramkę Tomasovii. Krośnianie do końca walczyli o, chociażby jeden punkt i w 69 minucie Daniel Paszek zagrał futbolówkę w pole karne gdzie był Marek Fundakowski, który kilka chwil wcześniej zmienił Macieja Wojczuka, ale napastnik gości nie zdołał sięgnąć piłki. W 78 minucie bardzo dobre podanie na skrzydło Damiana Szuty do Krzysztofa Zawiślaka, który wychodząc na czystą pozycję został wycięty przez Andrija Nikanovycha, za co ten obejrzał żółty kartonik, choć gdyby arbiter pokazał piłkarzowi gości czerwoną kartkę również by się nie pomylił.

Nadeszła 82 minuta meczu i o sporym szczęściu mogli mówić tomaszowianie, ponieważ Piotr Makowski przeprowadził akcję lewym skrzydłem, po której zagrał futbolówkę w pole karne wprost pod nogi Marka Fundakowskiego, a ten mając 200% sytuację po prostu nie trafił z 10 metrów do bramki. Arbiter meczu pan Łukasz Krasowski z Leżajska przedłużył spotkanie o 4 minuty i właśnie w trzeciej z doliczonych minut nastąpił dramat Tomasovii, kiedy to z rzutu rożnego piłkę w pole karne wrzucił Przemysław Szkatuła, gdzie nasi zawodnicy nie upilnowali Zbigniewa Dąbka i ten uderzeniem głową posłał piłkę do bramki Maksyma Wadacha, który w ostateczności dał gościom punkt, a dwa bezcenne odebrał naszej drużynie.

Następne dwa spotkania piłkarze Tomasovii rozegrają na wyjeździe z Chełmianką i Izolatorem i miejmy nadzieję, że już po spotkaniu w Chełmie będziemy mogli poinformować o pierwszym ligowym zwycięstwie w roku 2016.

***

Tomasovia – Karpaty Krosno 1:1 (1:0)

bramki: Kłos 11′ – Dąbek 90+3′

Tomasovia: Wadach – Melnychuk, Wróblewski, Smoła, Skiba, Orzechowski (46’ Mazurkiewicz), Zawiślak (85’ Juśkiewicz), Baran (76’ Ratyna), Szuta, Brudz, Kłos (59’ Misztal)

Żółte kartki: Skiba, Szuta – Balul, Szkatuła

Sędziowie: Łukasz Krasowski (główny), Daniel Krasowski, Mateusz Krasowski (asystenci) – KS Leżajsk

Widzów: 500