Zwycięstwo zapewnili sobie już do przerwy. Tomasovia – Powiślak Końskowola 4:1

W środę piłkarze IV ligi lubelskiej rozegrali XXVI kolejkę spotkań, podczas której zespół Tomasovii na własnym boisku podejmował Powiślaka Końskowola. Spotkanie miało jednostronny przebieg i swoim poziomem na pewno nie zachwyciło, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że kolejne trzy punkty trafiły na konto naszego zespołu.

Pierwsi groźną akcję przeprowadzili goście w 7 minucie, kiedy to Maciej Pięta przechwycił futbolówkę na własnej połowie i zagrał długą górną piłkę wprost do Damiana Kopcia, który z odległości 20 metrów oddał uderzenie z woleja, ale nie trafił w światło bramki. Tomaszowianie dosyć długo kazali czekać swoim kibicom na jakąś ciekawą akcję z ich strony, bo aż do 16 minuty. Wtedy to Karol Karólak wypuścił w bój na lewym skrzydle Ireneusza Barana, który będąc w polu karnym, próbował obsłużyć dobrym podaniem Damiana Misztala, lecz we wszystko wtrącili się obrońcy gości, zażegnując niebezpieczeństwo utraty gola. Tego szczęścia podopieczni trenera Jerzego Krawczyka nie mieli w 19 minucie. Tomaszowianie przeprowadzili akcję, podczas której dwukrotnie przed polem karnym faulowany był Krzysztof Zawiślak, jednak sędzia dopiero przy trzecim faulu na Ireneuszu Baranie użył swojego narzędzia pracy, czyli gwizdka. Piłkę na 17 metrze ustawił sobie nie kto inny, jak Karol Karólak i ładnym uderzeniem nie dał żadnych szans na skuteczną interwencję golkiperowi przyjezdnych. Jeszcze dobrze kibice Tomasovii nie zdążyli się nacieszyć pierwszym golem, a już w 23 minucie mogli świętować zdobycie kolejnego.

Wszystko zaczęło się od dobrego podania Pawła Staszczaka do Łukasza Mruka, który będąc pod polem karnym za mocno, wypuścił sobie piłkę do boku,ale w pole karne wbiegał Ireneusz Baran i oddał uderzenie, z którym bramkarz Powiślaka Michał Bicki jeszcze sobie poradził, lecz przy dobitce Karola Karólaka z 5 metrów był już bezradny. W 26 minucie na chwilę przebudzili się piłkarze z Końskowoli, przeprowadzając akcję, po której z linii pola karnego uderzał Jakub Wankiewicz, jednak ta próba była zbyt lekka, by mogła zaskoczyć Patryka Rojka. Odpowiedź naszych piłkarzy była piorunująca, ponieważ w 30 minucie było już 3:0. Ireneusz Baran zagrał na lewej flance piłkę Karolowi Karólakowi, który będąc przed polem karnym, wrzucił ją wprost na głowę Damiana Szuty, a ten nie zmarnował znakomitej okazji. Gdy boiskowy zegar wskazywał 33 minutę goście, przeprowadzili akcję, po której Dominik Giziński wrzucił futbolówkę z prawego skrzydła w pole karne Tomasovii wprost na głowę Damiana Kopcia, ale ten posłał piłkę wysoko nad bramką. Na tym emocje w tej części się skończyły i można ją podsumować krótko, a mianowicie nasz zespół z łatwością rozprawił się ze swoim rywalem, natomiast gra Powiślaka była taka, jak niekorzystny dla nich wynik, czyli mizerna.

Druga połowa rozpoczęła się od dwóch akcji gości, w których dwukrotnie swoich sił próbował Dominik Giziński w 56 i 60 minucie. W pierwszym przypadku strzał z dystansu okazał się bardzo nieudany, natomiast groźniej było przy drugiej próbie po podaniu Kamila Przychodzienia, ale na szczęście zawodnik Powiślaka bardziej podał piłkę Patrykowi Rojkowi niż uderzał. Piłkarze Tomasovii mając solidną zaliczkę po pierwszej części najwyraźniej, oszczędzali siły, ponieważ pierwszą godną odnotowania sytuację stworzyli dopiero w 70 minucie, kiedy to Ireneusz Baran zagrał piłkę w pole karne do wprowadzonego na boisko dwie minuty wcześniej Nazara Melnychuka, a ten mając znakomitą okazję do oddania strzału niepotrzebnie w polu karnym, wdał się w kiwkę z piłkarzami Powiślaka i ostatecznie piłkę przechwycił golkiper. Dosłownie chwilę później kolejna dobra wrzutka Ireneusza Barana w pole karne, gdzie na główkę czyhał już Tomasz Kłos, lecz uprzedził go Patryk Grzegorczyk. W 74 minucie po rzucie rożnym wykonywanym z prawego narożnika przez Michała Skibę bliski szczęścia był Piotr Karwan, ale ostatecznie nie udało mu się trafić do bramki rywali.

 

 

Nadeszła 85 minuta, kiedy to na indywidualną akcję zdecydował się Michał Skiba, który oddał silny strzał z 17 metrów, jednak Michał Bicki zdołał odbić futbolówkę, a Nazar Melnychuk przy dobitce ponownie zwlekał i ostatecznie jego uderzenie zostało zablokowane przez Kamila Leszczyńskiego. Tomaszowianie swoją przewagę w całym meczu udokumentowali w 89 minucie, kiedy to po zagraniu Karola Karólaka czwartego gola ładnym uderzeniem z 19 metrów zdobył Tomasz Kłos. Po tej bramce w szeregi defensywy Tomasovii wkradła się dekoncentracja co od razu, wykorzystali goście, a raczej błąd Przemysława Orzechowskiego wykorzystał Dominik Giziński, który zabrał naszemu zawodnikowi piłkę przy linii bocznej boiska i wbiegł z nią w pole karne, gdzie mając przed sobą tylko Patryka Rojka, umieścił piłkę w siatce. Tuż po wznowieniu gry ze środka boiska tomaszowskim kibicom przypomniał się Krystian Brudz, który uderzeniem z 16 metrów trafił w słupek bramki Tomasovii.

 

Po wczorajszym zwycięstwie Tomasovia zajmuje nadal 4 miejsce w ligowej tabeli. W najbliższą niedzielę o godz. 16:00 tomaszowianie zagrają w Piotrowicach z miejscowym zespołem POM – Iskra.

 

***

 

Tomasovia – Powiślak Końskowola 4:1 (3:0)
bramki: Karólak 19’, 23’, Szuta 30’, Kłos 89’ – Giziński 90+2’

 

Tomasovia: Rojek – Żurawski, Karwan, Skiba, Staszczak (78’ Melnyczuk) – Szuta (46’ Orzechowski), Karólak, Mruk, Baran, Misztal (74’ Piątkowski) – Zawiślak (62’ Kłos)

 

Żółte kartki: Kłos – Banaszek

 

Sędziował: Piotr Kawiński (główny), Krzysztof Rękas, Cezary Bryda (asystenci) – OKS Chełm

 

Widzów: 400