Zwycięstwo, które daje nadzieję na utrzymanie w III lidze. Tomasovia – Resovia Rzeszów 2:0

W miniony weekend piłkarze III ligi lubelsko-podkarpackiej rozegrali awansem drugą kolejkę z rundy wiosennej, a w sumie XIX. Piłkarze Tomasovii w ostatnim spotkaniu ligowym w roku 2015 wystąpili na własnym boisku, gdzie podejmowali wicelidera Resovię Rzeszów.

Przed spotkaniem zdecydowanym faworytem wydawali się rzeszowianie, jednak szkoleniowcy Tomasovii zapowiadali, że ich podopieczni tanio skóry nie sprzedadzą. Nie mniej kłopotów, im przed niedzielnym spotkaniem tradycyjnie nie brakowało, ponieważ z powodu urazów po raz kolejny nie mogło zagrać kilku zawodników. Szkoleniowiec gości Dariusz Jęczkowski miał podobne problemy i nie mógł on skorzystać z usług m.in. Damiana Rusieckiego, który jest jednym z najlepszych strzelców swojego zespołu.

Piłkarze ze stolicy Podkarpacia od pierwszego gwizdka arbitra z Mielca ruszyli do ofensywy i już w 1 minucie mieli oni znakomitą szansę na objęcie prowadzenia, ale Mateusz Jurczak nie potrafił na szczęście pokonać Łukasza Bartoszyka trafiając piłką wprost w naszego golkipera i jednocześnie kapitana drużyny. Na odpowiedź naszego zespołu było trzeba poczekać do 10 minuty wtedy Przemysław Orzechowski zacentrował piłkę w pole karne, lecz piłka wylądowała na górnej siatce bramki. Przewaga gości szczególnie w pierwszych 20 minutach spotkania nie podlegała dyskusji. Bardzo groźnie pod bramką Tomasovii było w 11 minucie, gdy Radosław Adamski zagrał piłkę na 15 metr pod nogi Przemysława Pyrdka, jednak jego strzał wybronił Łukasz Bartoszyk zapobiegając również dobitce, której próbował Dawid Pałys – Rydzik. Gdy stadionowy zegar wskazywał 19 minutę bardzo groźny strzał z 16 metrów oddał Sebastian Fedan, gdyby futbolówka leciała w światło bramki Resovia zapewne wyszłaby na prowadzenie, ale na szczęście było to uderzenie niecelne.

foto: Święty

Po tej sytuacji z przyjezdnych jakby uchodziło z każdą upływającą minutą powietrze i do głosu zaczęli dochodzić również tomaszowianie. W 21 minucie Marcin Żurawski wyłożył piłkę na 17 metr Mariuszowi Ratynie, lecz jego uderzenie z pierwszej piłki okazało się niecelne. Zagrzewani gorącym dopingiem przez najzagorzalszych swoich sympatyków, wśród których nie zabrakło również zaprzyjaźnionych kibiców Hetmana Zamość piłkarze Tomasovii cierpliwie szukali swojej szansy na zdobycie gola i ta cierpliwość została nagrodzona w 43 minucie. Wtedy to po rzucie rożnym wykonywanym przez Igora Paskiva i walce w polu karnym piłka dotarła na 25 metr pod nogi Mariusza Ratyny, który bez chwili zastanowienia wrzucił ją ponownie w szesnastkę gości wprost na głowę Tomasza Kłosa, a ten dopełnił formalności dając prowadzenie do przerwy naszemu zespołowi.

foto: Święty

Zgodnie z przewidywaniami piłkarze Resovii wybiegli na drugą połowę z dużymi chęciami odrobienia strat, jednak na chęciach się tylko skończyło, ponieważ podopieczni trenerów Delmanowicza i Paszkiewicza pokazali, że również potrafią grać w piłkę, dzięki czemu tomaszowska publiczność kilkakrotnie w tej części nagradzała swoich piłkarzy gromkimi oklaskami. Jak choćby w 53 minucie, gdy piłkę w pole karne wstrzelił Marcin Żurawski, lecz piłka po interwencji obrońcy nie dotarła do Tomasza Kłosa ani do Krzysztofa Zawiślaka. Ten sam zawodnik oddał strzał z 20 metrów w 69 minucie niestety nie zaliczy on tej próby do udanych. Dosłownie kilka chwil później na indywidualną akcję zdecydował się Krzysztof Zawiślak, który wbiegł z futbolówką w pole karne i mając przed sobą tylko golkipera gości Marcina Pietrykę przegrał z nim pojedynek. W 77 ponownie w akcji Marcin Żurawski, który wrzucił piłkę ze skrzydła w pole karne, ale uczynił to zbyt mocno i nieco za wysoko, by mógł sięgnąć futbolówkę głową Krzysztof Zawiślak.

Tomasovia Resovia 34

foto: Święty

Będący zapewne myślami już przy meczu derbowym ze Stalą rzeszowianie obudzili się w końcówce meczu i próbowali oni doprowadzić do wyrównania strzałami z dystansu jak choćby Przemysław Pyrdek w 80 minucie, jednak czujny w swojej „świątyni” był Łukasz Bartoszyk. Podobnie było pięć minut później. Arbiter główny do regulaminowego czasu gry doliczył cztery minuty i właśnie w trzeciej z nich ten mecz został ostatecznie rozstrzygnięty na korzyść Tomasovii. Na kolejną indywidualną akcję zdecydował się Krzysztof Zawiślak, który pobiegł z piłką w okolice końcowej linii boiska następnie wstrzelił ją w pole karne Łukasz Świst interweniował tak niefortunnie, że piłka znalazła się na 15 metrze, gdzie nadbiegał 16 – letni Karol Śrótwa i silnym uderzeniem zdobył swojego debiutanckiego gola na boiskach III ligi. Zaznaczyć trzeba, że to był drugi mecz naszego utalentowanego zawodnika, który wyszedł w podstawowej jedenastce. Kilka chwil później arbiter odgwizdał koniec spotkania i nasi piłkarze wraz z kibicami mogli się cieszyć ze zdobytych trzech punktów, które dają realną nadzieję na utrzymanie III ligi wiosną.

**********

TomasoviaResovia Rzeszów 2:0 (1:0)
bramki: Kłos 43′, Śrótwa 90+3′

 

Tomasovia: Bartoszyk – Żurawski, Chwała (36′ Szuta (80′ Piątkowski)), Orzechowski, Joniec, Paskiv, Raczkiewicz (56′ Iwanicki), Ratyna, Baran (26′ K. Zawiślak), Śrótwa, Kłos

 

Żółte kartki: Szuta, Joniec, Orzechowski, Paskiv – Jurczak, Domoń, Świst

 

Sędziowie: Tomasz Mroczek (główny), Jacek Węgrzyn, Sebastian Krzak (asystenci) – Mielec

Widzów: 500