W pięć minut wybili rywalom z głowy nadzieje na punkty. Tomasovia – Unia Hrubieszów 4:0

 

Na Wielką Sobotę został wyznaczony termin XXIII kolejki w rozgrywkach o mistrzostwo IV ligi lubelskiej. W ramach wspomnianej kolejki piłkarze Tomasovii podejmowali w meczu derbowym Unię Hrubieszów, która przed sobotnim meczem zajmowała w ligowej tabeli 12 miejsce.

 

Oba zespoły do tego pojedynku przystępowały osłabione brakiem Ireneusza Barana po stronie gospodarzy oraz Piotra Fulary po stronie gości. Wymienieni zawodnicy musieli odpokutować karę za nadmiar żółtych kartek. Faworytami spotkania byli piłkarze Tomasovii, którzy na zwycięstwo ligowe przed własną widownią czekali od 6 listopada, kiedy to w pokonanym polu zostawili Lubliniankę Lublin. Tomaszowianie potwierdzili swoją wyższość nad przeciwnikiem, ogrywając go różnicą czterech bramek, dzięki czemu wskutek remisu Hetmana Zamość, zrównali się z nim punktami i są w grze o miejsce na podium, jakie zapewne by chcieli zająć nasi piłkarze na koniec sezonu.

 

Jako pierwsi jednak w sobotnie przedpołudnie zaatakowali piłkarze Unii, przeprowadzając akcję w 6 minucie, po której z 20 metrów uderzał Mariusz Podgórski, jednak nie był to strzał, z którym nie poradziłby sobie Patryk Rojek. Znacznie groźniej było w 8 minucie po drugiej stronie boiska. Wszystko za sprawą Damiana Szuty, który zbiegł z piłką w pole karne pod końcową linię boiska, następnie zagrał ją wzdłuż bramki do zamykającego akcję Przemysława Orzechowskiego, ale ten ku wielkiemu zawodowi widzów niestety nie sięgnął futbolówki. Dwie minuty później na wysokości pola karnego tomaszowian piłkę z rzutu wolnego dośrodkowywał Michał Wiejak, lecz okazało się ono nieudane. Gdy boiskowy zegar wskazywał 15 minutę olbrzymi błąd ,popełnił arbiter spotkania Bartosz Kapłon, który dzięki pomocy asystenta został jednak naprawiony. Tomaszowianie przeprowadzili akcję, po której faulowany był Przemysław Orzechowski i sędzia stanowczym gestem wskazał na punkt oddalony 11 metrów od bramki hrubieszowian. Jednak przy protestach piłkarzy gości i po konsultacji z arbitrem bocznym decyzja ta została zmieniona i Tomasovia zamiast rzutu karnego miała, zaledwie rzut wolny Swoich sił przy tym stałym fragmencie gry spróbował Paweł Staszczak, lecz jego uderzenie okazało się nieudane. Podobnie rzecz się miała z uderzeniem Krzysztofa Zawiślaka, który otrzymał dobre prostopadłe podanie od Karola Karólaka, ale na razie podczas rundy wiosennej napastnik naszego zespołu nie może się jakoś wstrzelić w bramkę przeciwników. W 26 minucie po wyrzucie piłki z autu w pole karne przez Karola Karólaka i przedłużeniu jej głową przez kolejno Krzysztofa Zawiślaka i Przemysława Orzechowskiego w znakomitej sytuacji do zdobycia prowadzenia znalazł się Michał Skiba, jednak i naszemu kapitanowi nie udało się trafić do bramki Unii.

 

 

Dwie minuty później na strzał z dystansu zdecydował się Mariusz Podgórski, lecz uderzenie było zbyt lekkie, by mogło zaskoczyć golkipera tomaszowian. Wreszcie przewaga piłkarzy Tomasovii przyniosła skutek pomiędzy 31, a 36 minutą, kiedy to podopieczni trenera Marka Sadowskiego rozstrzygnęli praktycznie losy całego meczu, zdobywając, aż trzy gole. Pierwszego z nich zdobył w 31 minucie Karol Karólak, który przymierzył z rzutu wolnego z odległości około 21 metrów tak, że golkiperowi Unii Patrykowi Dobromilskiemu nie pozostało nic innego, jak tylko udać się do własnej bramki po piłkę. Hrubieszowianie jeszcze dobrze nie ochłonęli po stracie gola, a już minutę później spadł na nich kolejny cios. Ponownie Karol Karólak wyrzucił futbolówkę z autu w pole karne rywali Przemysław Orzechowski, zgrał ją głową do Damiana Szuty, którego uderzenie zdołał wybronić jeszcze bramkarz gości, ale przy dobitce Łukasza Mruka był on już bezradny. Gdy boiskowy zegar wskazywał 36 minutę znakomitym długim podaniem do Damiana Szuty, popisał się Paweł Staszczak, a ten mając przed sobą tylko bramkarza Unii, nie zmarnował nadarzającej się okazji do podwyższenia wyniku. Jeszcze przed gwizdkiem arbitra oznaczającym przerwę znakomitą sytuację na zdobycie gola mieli podopieczni trenera Herbina, ale Krystian Oleszczuk nie wykorzystał swojej okazji w 44 minucie po znakomitej wrzutce z lewego skrzydła przez Mateusza Filipczuka, uderzając głową wprost w Patryka Rojka.

 

 

Druga część gry rozpoczęła się od uderzenia w 47 minucie z narożnika pola karnego przez Karola Karólaka, lecz wspomniane uderzenie było zbyt lekkie, by mogło zaskoczyć bramkarza Unii. W 50 minucie kolejna dobra akcja piłkarzy Tomasovii, po której Łukasz Mruk zagrał piłkę w pole karne na 15 metr do Przemysława Orzechowskiego, a ten, zamiast uderzać bezpośrednio, na bramkę przeciwnika próbował jeszcze dogrywać futbolówkę do Krzysztofa Zawiślaka, lecz uczynił to niedokładnie i w ostateczności piłka padła łupem Patryka Dobromilskiego. Dwie minuty później znakomitą okazję na zmniejszenie strat miał Aleksander Poterucha mając przed sobą tylko Patryka Rojka, ale nasz bramkarz wyszedł z tej sytuacji obronną ręką, odbijając piłkę na korner. W 54 minucie Łukasz Mruk wyprowadził szybką akcję, po której wyłożył piłkę Damianowi Szucie ten o mały włos, nie znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale tym razem szybszy był Patryk Dobromilski, który interwencja poza własnym polem karnym zapobiegł niebezpieczeństwu utraty kolejnego gola. Przez kolejne długie minuty na murawie nie działo się zbyt wiele, jeśli chodzi o sytuacje bramkowe. Gra przeniosła się głównie do środkowej strefy boiska, gdzie nie brakowało twardej męskiej walki. Inna sprawa, że prowadząc różnicą trzech goli tomaszowianie, nie musieli za wszelką cenę atakować natomiast rywale, nie mieli zbytnio pomysłu, jak przechytrzyć defensywę naszego zespołu. Tak było do 79 minuty. Wtedy to piłkarze Unii przeprowadzili akcję, po której w dobrej sytuacji do strzelenia gola znalazł się Krystian Oleszczuk, lecz jego uderzenie w krótki róg bramki wybronił Patryk Rojek.

 

 

Dwie minuty później sytuacja piłkarzy Unii jeszcze bardziej się skomplikowała, ponieważ Mariusz Podgórski zupełnie niepotrzebnie urządził sobie polowanie na nogi Karola Karólaka za co, obejrzał żółtą kartkę, a że już wcześniej jedną miał na swoim koncie to przedwcześnie mógł się udać do własnej szatni. W 86 minucie po zagraniu Michała Skiby i nieudanym uderzeniu Nazara Melnychuka futbolówka dość przypadkowo dotarła pod nogi Tomasza Kłosa, lecz jego uderzenie wybronił Patryk Dobromilski, a całą sytuację wyjaśnił Łukasz Mikulski, wybijając futbolówkę na korner. Chwilę później na indywidualną akcję po zagraniu Nazara Melnychuka zdecydował się Karol Karólak, ale defensorzy wybili mu piłkę spod nóg, jednak tak, że ta dotarła z powrotem do piłkarza z Ukrainy, jednak jego uderzenie z 20 metrów okazało się nieskuteczne. Wreszcie w 88 minucie piłkarze Tomasovii dopięli swego, zdobywając czwartego gola. Karol Karólak uruchomił na prawym skrzydle Tomasza Kłosa, który z tzw. pierwszej piłki obsłużył dobrym podaniem Łukasza Mruka ten mimo dogodnej okazji, postanowił ograć bramkarza i posłać futbolówkę wzdłuż bramki, gdzie czekał już wspomniany Tomasz Kłos, który dopełnił tylko formalności, kierując piłkę z najbliższej odległości do pustej bramki. W trzeciej z doliczonych czterech przez arbitra minut jeszcze dogodną sytuację na dobicie rywala miał Nazar Melnychuk, ale piłka po jego uderzeniu z linii pola karnego poszybowała wysoko nad bramką Unii.

 

 

Po sobotnim zwycięstwie piłkarze Tomasovii nadal zajmują w tabeli czwarte miejsce, mając w swoim dorobku tyle samo punktów co trzeci Hetman Zamość. Można więc powiedzieć, że walka o miejsce na podium nabiera rumieńców. Najbliższe dwa mecze ligowe nasza drużyna rozegra na wyjeździe. Już w najbliższą niedzielę 23 kwietnia o godz. 17:00 podopieczni trenera Sadowskiego wystąpią w odległym Kocku, gdzie czeka ich walka o kolejne zwycięstwo z miejscowym Polesiem.

 

*****

 

Tomasovia – Unia Hrubieszów 4:0 (3:0)

bramki: Karólak 31′, Mruk 32′, Szuta 36′, Kłos 88′

 

Tomasovia: Rojek – Smoła, Karwan, Skiba, Orzechowski (60′ Melnychuk) – Karólak, Mruk, Staszczak, Szuta (65′ Misztal), Żurawski (75′ Piątkowski), Zawiślak (70′ Kłos).

 

Żółte kartki: Szuta – Podgórski, K. Oleszczuk

 

Czerwona kartka: Mariusz Podgórski (Unia, 82 min, za drugą żółtą)

 

Sędziował: Bartosz Kapłon (główny), Konrad Kostrubała, Łukasz Malczewski (asystenci) – OKS Zamość

 

Widzów: 500