Rozmowa z trenerem Tomasovii Pawłem Babiarzem

Panie trenerze przed panem i pańskim zespołem zimowy okres przygotowawczy, ale zanim o tym porozmawiajmy najpierw o tym co było, czyli o rundzie jesiennej. Po pierwszej części sezonu Tomasovia zajmuje 4 miejsce z dorobkiem 30 punktów, czy to jest wynik, który pana zadowala?

Paweł Babiar: To jest absolutne minimum, które sobie zakładaliśmy. Mówimy oczywiście o punktach, miejscu czy bramkach. Natomiast zupełnie nie zadowala styl, w jakim to osiągnęliśmy.

W 15 rozegranych spotkaniach pański zespół stracił 19 goli, co daje średnią 1.2 gola straconego na mecz. Podczas minionej jesieni tylko w 4 meczach (z Tanwią, Motorem II, Huraganem i Bugiem) udało się zachować czyste konto, czy można więc powiedzieć, że podczas minionej rundy istniał problem z grą obronną?

PB: Paradoksalnie bardziej chodziło o problem z grą w ofensywie. W wielu momentach nie potrafiliśmy kontrolować gry, przez co nawet przeciwnicy z dołu tabeli dochodzili do głosu. Były 2-3 mecze, w których to my tworzyliśmy przeciwnikom okazje do zdobycia bramki. Mamy też zastrzeżenia do asekuracji ataku.

Jesienią Tomasovia wygrała w sumie 9 spotkań, co może nie jest, ba nawet na pewno najgorszym wynikiem. Wprawdzie zwycięzców się nie sądzi, jednak nie ma co też ukrywać, że styl tych zwycięstw nie zawsze był taki, jaki życzyliby sobie kibice, jak i zapewne pan. Zresztą mówił trener o tym m.in. na oficjalnym koncie klubu, dlatego zapytam trochę inaczej, Czy przez te kilka ostatnich tygodni od ostatniego ligowego meczu, znalazł pan odpowiedź na pytanie, z czego wynikała taka, a nie inna postawa w tych meczach, gdzie ewentualnie zostały popełnione błędy?

PB: Tak, mam swoje przemyślenia i pierwsze wnioski. Nie koncentrowaliśmy uwagi na tych elementach, na których powinniśmy. Wokoło klubu i drużyny było sporo zamieszania, niekoniecznie związanego z samą grą. Sprawy kadrowe, ceny biletów, organizacja tego wszystkiego – są to sprawy, które drużyna powinna przyjmować takimi, jakie są, a nie o nich dyskutować, czy oceniać. Popełnialiśmy błędy techniczno-taktyczne a szukaliśmy przyczyny we wszystkim, od spraw kadrowych, atmosfery do zachowania kibiców, a najmniej w samej grze. To się musi zmienić. Od pierwszego treningu piłkarze i sztab będą skoncentrowani tylko i wyłącznie na grze.

W rozmowach z wieloma kibicami ci zwalają winę za słabszą postawę drużyny, głównie na trenera od przygotowania motorycznego. Kibic nie ma obowiązku oczywiście się znać na wszystkim dlatego gdyby pan mógł takim osobom nakreślić z grubsza, jak wygląda praca trenera motorycznego i jakie korzyści przynosi to panu, jak i piłkarzom?

PB: Pierwszy raz słyszę taką opinię. Krystian Kuron jest bardzo dobrze wykwalifikowanym i znającym się na swojej pracy trenerem. To że jego praca w klubie zbiegła się ze słabszym stylem, nie znaczy, że to przez niego. A więc tak: trener motoryczny jest odpowiedzialny za zaplanowanie i prowadzenie treningu siły, wytrzymałości, szybkości i wszystkich innych cech motorycznych. Wszystko to odbywa się w formie konsultacji ze mną. Drugim elementem jest kontrola treningu, coś, co mi bardzo pomaga i daje mi duży komfort pracy – Krystian pilnuje objętości treningu każdego zawodnika, jego zmęczenia, ryzyka kontuzji itp. No i przechodząc do samych kontuzji , to przede wszystkim odpowiada za prewencję, czyli zabezpieczenie przed kontuzjami, a jeżeli już się takie zdarzają, to pracuje z zawodnikiem kontuzjowanym tak, aby jak najszybciej wrócił do gry. Jak widać pracy,  jest sporo, a dzięki temu, że jest Krystian, to możemy zrobić bardzo dużo. Najwięcej korzysta nasza młodzież – wiedzy na temat treningu, z samego treningu, wiadomości na temat odżywiania. To im przede wszystkim chcemy zapewnić profesjonalne warunki do rozwoju, dlatego rozwijamy sztab. Jeżeli chodzi o winnego słabszej gry-to ja jestem odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się w drużynie, więc jak coś to wina jest po mojej stronie, a nie któregokolwiek innego członka sztabu.

Inna sprawa, że podczas minionej jesieni nie brakowało panu kłopotów kadrowych, że wspomnę tutaj o straconej rundzie z powodu kontuzji przez Jakuba Szutę, jego brat Damian z powodu m.in. kary za czerwoną kartkę również stracił dużą część rundy, czy też niektórzy z powodów służbowych nie mogli uczestniczyć w regularnych treningach, a co za tym idzie i czasami w meczach. Można gdybać i zastanawiać się co by było i gdzie by teraz była Tomasovia, gdyby wszyscy byli do dyspozycji. O tym oczywiście się nie dowiemy, ale jak duży był to problem dla pana i całego sztabu?

PB: Nie jest tajemnicą to że mamy trzech zawodników którzy pracują w służbach, w systemie zmiennym. Są to Damian Szuta, Michał Skiba i Patryk Słotwiński. Są to jednak doświadczeni zawodnicy, którzy doskonale radzą sobie z tą sytuacją. Nie jest też tak że nie ma ich na większości treningów a przychodzą tylko na mecz. Są to pojedyncze sytuacje w mikrocyklu tygodniowym. Jeżeli chodzi o kontuzję Kuby, to takie sytuacje po prostu się zdarzają i trzeba być na to przygotowanym. Uważam że te sprawy aż tak nie wpłynęły na słabszą grę drużyny.

Nie możemy pominąć tematu drugiej drużyny, która obecnie lideruje w B klasie. Przyznam szczerze, że wobec braku juniorów starszych jestem dużym zwolennikiem tej drużyny, bo to zdecydowanie lepsze miejsce do przygotowania młodego piłkarza do gry w IV lidze niż rozgrywki młodzieżowe. Są tacy, którzy zarzucają panu i zarządowi klubu, że nie stawiacie na swoich i ściągacie piłkarzy z zewnątrz, choć przykłady jak rozwijają się m.in. Igor Leszczyński, czy Szymon Dziura, jakby temu przeczyły. Moje pytanie brzmi tak, czy w drugiej drużynie są kolejni zawodnicy, którzy podczas najbliższej rundy wiosennej otrzymają szanse debiutu w pierwszym zespole na boiskach IV ligi?

PB: Każdy klub ma swoje miejsce, swoją rolę w systemie szkolenia w Polsce i każdy klub będzie miał trochę inną strukturę. Uważam, że dla Tomasovii idealnym rozwiązaniem jest posiadanie zespołu rezerw docelowo w A-klasie czy Klasie Okręgowej i ogrywanie chłopaków w wieku juniora starszego z seniorami. Ta runda faktycznie paru zawodnikom dała sporo, mimo że to tylko B-klasa. Dlatego celem tej drużyny musi być awans do A-klasy, tam ten poziom już będzie nieco wyższy. Jeżeli chodzi o stawianie na swoich czy nie swoich to mamy w zwyczaju rzucanie słów na wiatr. Krzyknąć „grajcie swoimi” jest bardzo prosto. Proszę przyjść, przyjrzeć się temu z bliska, spojrzeć na wszystkie detale wpływające na to że w zespole jest ten, a nie innych zawodnik i wtedy krzyczeć. Podam dwa przykłady:

– jeden z zawodników drużyny seniorów miał olbrzymie pretensje o to że ściągnęliśmy jednego z obcokrajowców. W ten sam dzień na treningu miał równie duże pretensje, że z nim w drużynie grał jeden z naszych młodych zawodników i nie prezentował odpowiedniego poziomu, przez co jego zespół tę grę przegrał. Ten zawodnik w tej sytuacji jest za stawianiem na swoich? Jest za podnoszeniem poziomu drużyny? A może jest wygodny?

– w którymś z meczów, gdy wpuściłem na boisko jednego z juniorów, po dwóch stratach tego chłopaka z trybun usłyszałem „Babiarz, po co ty ich wpuszczasz?”. To był kibic, który pomaga wprowadzać swoich? Zresztą w tej sytuacji nie usłyszałem obrońców tego chłopaka i reakcji w stylu „nie krzycz, to debiutant”.

Chcę przez to powiedzieć o dwóch rzeczach: Pierwsza: Nie jest łatwo wprowadzać „swoich, młodych”, to musi być proces. Ciężko to zrozumieć ludziom, którzy nigdy nie grali, nie trenowali, a piłkę znają tylko z roli kibica. Druga: Wszyscy zawodnicy „z zewnątrz”, tak naprawdę powodują, że jest większa rywalizacja i nikt nie gra za to że jest, każdy musi dawać z siebie wszystko. Igor Leszczyński czy Szymon Dziura mimo tego, że grali mało, to się bardzo rozwinęli w tej rundzie, bo mieli rywalizację, mieli stworzone warunki do rozwoju. Podobnie Maciek Szuta, Kacper Wojtasiuk, Błażej Piwko…a jest tych chłopaków jeszcze sporo. Znam z imienia i nazwiska wszystkich zawodników w klubie od seniora po młodzika. Wiem jak grają, na jakich pozycjach itd. Jeżeli będę miał okazję, to będę sukcesywnie stawiał na tych chłopaków. Ale tylko takich co pracują, mają potencjał, potrafią to udowodnić. A nie na każdego, kto jest „swój”, bo to się mija z celem…

Czwarte miejsce po jesieni wydawałoby się, że to dobra lokata, by wiosną powalczyć o wyższe miejsca. Jednak nie oszukujmy się strata punktowa, jest już na tyle duża, że bardzo trudno będzie awansować wyżej. O co wiosną będzie grać Tomasovia?

PB: O zwycięstwo w każdym meczu. W tabeli przed nikim nie uciekamy, nikogo nie gonimy. Gramy o zwycięstwa i zobaczymy, co wyjdzie na koniec. Jest jeszcze Finał Okregowego Pucharu Polski – tu też nie wolno odpuścić.

Jaki pana zdaniem był najlepszy mecz w rundzie jesiennej Tomasovii, a co pan zaliczy do największej wpadki?

PB: Najsłabiej zagraliśmy, mimo zwycięstwa, z Granitem Bychawa. Najlepszy mecz to remis w Radzyniu Podlaskim.

Tak jak na początku wspomniałem przed panem i zespołem długi zimowy okres przygotowawczy i seria spotkań kontrolnych. Nad jakimi elementami gry będziecie pracować, na co poświęcicie najwięcej czasu?

PB: Wiadomo, że będziemy chcieli pracować nad wszystkim po trochu. Ale mój plan zakłada największy nacisk na rozumienie gry, rozumienie systemu, ustawienia. Moim celem jest rozwój każdego z zawodników. Mam nadzieję, że będzie to widać na wiosnę.

Jaki chciałby pan zespół Tomasovii zobaczyć w rundzie rewanżowej, na co kibice mogą liczyć?

PB: Zespół wiedzący, co ma grać, rozumiejący grę. Zdecydowanie, pewność siebie i determinacja – to musi nas cechować.

Klub już oficjalnie potwierdził, że wiosną w barwach Tomasovii nie zobaczymy już bramkarza Hordii Nikolaienko. Czy to będzie jedyny ubytek w pańskim zespole, czy jednak tych odejść będzie więcej?

PB: Ubytków niestety będzie więcej. Kadra będzie węższa. Nie mam zamiaru jednak rozpaczać. Bądźmy dobrej myśli. Wierzmy w naszych zawodników. Ze swojej strony mogę obiecać, że zrobię co w mojej mocy, żebyśmy osiągnęli jak najlepszy wynik.

Skoro o odejściach mowa to nie mogę nie zapytać o transfery do klubu. Czy należy się ich spodziewać i jeśli tak, to ilu nowych zawodników chciałby pan pozyskać?

PB: Chcemy pozyskać dwóch-trzech zawodników. Czy to się uda? I czy będą to faktycznie wzmocnienia? Mam nadzieję. Zobaczymy, co uda się zrobić.

Dziękując panu za rozmowę ,życzę, aby okres przygotowawczy przebiegł pańskim piłkarzom przede wszystkim bez kontuzji.

PB: Dziękuję, pozdrawiam wszystkich kibiców i zapraszam na mecze w rundzie wiosennej.