Passa bez zwycięstwa na wyjeździe trwa. Łada 1945 Biłgoraj – Tomasovia 1:1

fot: Karol Kotwis

Czwarty wyjazdowy mecz z rzędu bez zwycięstwa zaliczyli wczoraj piłkarze Tomasovii, którzy w ramach XXIX kolejki wybrali się do Biłgoraja, by w meczu derbowym o ligowe punkty powalczyć z miejscową Ładą 1945. Gdyby tomaszowianie do przerwy wykorzystali część przez siebie stworzonych okazji, gdzie powinni prowadzić różnicą 3-4 goli to trzy punkty trafiłyby na ich konto. Niestety, po raz kolejny w meczu wyjazdowym szwankuje skuteczność naszych piłkarzy czego efektem, jest strata dwóch punktów, niż zyskanie jednego.

 

W pierwszej połowie piłkarze Tomasovii mieli przygniatającą przewagę i już w 9 minucie mogli pokusić się o pierwszego gola, po tym, jak Paweł Staszczak posłał długie podanie do Krzysztofa Zawiślaka, który poradził sobie z pilnującym go Grzegorzem Mulawą, ale strzał naszego napastnika sparował na korner golkiper miejscowych Łukasz Szawara. Ten sam zawodnik minutę później zablokował uderzenie z 11 metrów Łukasza Mruka, dzięki czemu tomaszowianie, zyskali tylko rzut rożny. Gdy boiskowy zegar wskazywał 13 minutę nasi piłkarze, wykonywali rzut wolny na wprost bramki z około 23 metrów. Wykonawcą tego stałego fragmentu gry był Michał Skiba, ale tego dnia w przeciwieństwie do pucharowego meczu z Hetmanem Zamość wspomniane stałe fragmenty nie przyniosły żadnych korzyści bramkowych. Podopieczni trenera Ireneusza Zarczuka podczas pierwszej połowy zagrozili Tomasovii tylko raz w 20 minucie. Wtedy to piłkę z rzutu wolnego w pole karne wrzucił Arkadiusz Czok wprost na głowę Yuriya Perina, lecz ten przestrzelił. Swoją przewagę podopieczni trenera Sadowskiego udokumentowali golem w 25 minucie, gdy Krzysztof Zawiślak zagrał znakomitą prostopadłą piłkę do Nazara Melnychuka, a ten mając przed sobą tylko bramkarza miejscowych, nie zmarnował nadarzającej się okazji.

 

fot: Karol Kotwis

 

W 34 minucie, po zagraniu Michała Skiby w dobrej sytuacji do podwyższenia prowadzenia znalazł się Krzysztof Zawiślak, jednak nasz napastnik wiosną w dalszym ciągu nie może się odblokować, jeśli chodzi o skuteczność pod bramką rywali. Podobnie było podczas kolejnej akcji w 37 minucie, kiedy piłkę w pole karne zagrywał Ireneusz Baran, ale uderzenie Krzysztofa Zawiślaka zablokowali obrońcy. Znakomitą okazję „niebiesko-biali” mieli w 40 minucie, po tym, jak Ireneusz Baran wrzucił futbolówkę z lewego skrzydła w pole karne wprost na głowę Nazara Melnychuka, lecz Łukasz Szawara efektowną paradą przeniósł piłkę nad poprzeczką. Tuż przed przerwą, a dokładniej w 43 minucie piłkarze Tomasovii mieli wyborną szansę na zdobycie drugiego gola, ale w tej sytuacji pech ich nie opuszczał, ponieważ piłka po uderzeniu Marcina Żurawskiego trafiła w słupek bramki Łady, a przy dobitce Karola Karólaka futbolówka sprawdziła wytrzymałość poprzeczki. Tym samym jednobramkowe prowadzenie utrzymało się do końca tej części, choć w przekroju całej pierwszej połowy było ono zdecydowanie za niskie i pozostawiało rywalom nadzieję na odrobienie strat w drugiej połowie.

 

fot: Karol Kotwis

Druga połowa była zupełnie odmienna od pierwszej, ponieważ niemająca nic do stracenia drużyna Łady śmielej zaczęła sobie poczynać, dzięki czemu miała więcej z gry. Po piłkarzach Tomasovii było widać trudy, po środowym meczu pucharowym, a do tego trzeba dodać, że piłkarze obu drużyn mieli momentami problemy z poruszaniem się po murawie, która w tygodniu poprzedzającym mecz została napiaskowana. W 50 minucie groźnie z 18 metrów uderzył Dawid Konopka, ale przestrzelił. Kilkadziesiąt sekund później na uderzenie z dystansu zdecydował się Dominik Skubisz, jednak było zbyt lekkie i w środek bramki i piłka wylądowała w rękawicach Patryka Rojka. Nadeszła 60 minuta, kiedy to z prawej strony pola karnego mocny strzał oddał Karol Misiarz tyle tylko, że bardzo niecelny. Piłkarzom Tomasovii trudno było odmówić chęci i walki o kolejne gole, ale trzeba przyznać, że byli umiejętnie wybijani z rytmu przez szczelniejszą niż w pierwszej posłowie defensywę biłgorajan. W 71 minucie rzut wolny z dobrych 30 metrów wykonywał Karol Karólak, jednak jego uderzenie z małymi problemami wybronił Łukasz Szawara. Piłkarze z Biłgoraja może nie mieli takiej przewagi, jak Tomasovia w pierwszej części, ale ambitnie dążyli do tego, by doprowadzić do wyrównania.

 

fot: Karol Kotwis

 

Ta sztuka udała im się w 75 minucie, kiedy to arbiter podyktował rzut wolny za faul Ireneusza Barana na Arkadiuszu Czoku. Piłkę na 18 metrze ustawił sobie Yuriy Perin i oddał strzał, po którym błąd popełnił bramkarz tomaszowian Patryk Rojek, wypluwając futbolówkę przed siebie, a Michał Mielniczek nie mógł nie skorzystać z takiego prezentu i z najbliższej odległości wpakował piłkę do bramki. Minutę później główkował Tomasz Kłos po wrzutce z lewej strony Ireneusza Barana, ale niestety niecelnie. W 81 minucie mało brakowało, by Tomasovia z Biłgoraja wyjechała z pustymi rękoma. Wszystko za sprawą Youriya Perina, który w polu karnym wrzucił znakomitą piłkę wprost na głowę Dominika Skubisza, ale ten na szczęście nie trafił do bramki Tomasovii. Do końca spotkania mimo prób obydwu drużyn wynik się nie zmienił i ten punkt bardziej na pewno cieszy miejscowych, którzy w końcówce już wyraźnie opóźniali grę.

 

Następne spotkanie ligowe piłkarze Tomasovii rozegrają u siebie w niedzielę 28 maja, kiedy to o godz. 16:00 gościć będą Lutnię Piszczac.

 

***

 

Łada 1945 BiłgorajTomasovia 1:1 (0:1)
bramki: Mielniczek 75′ – Melnychuk 25′

 

Tomasovia: Rojek – Żurawski, Piątkowski, Smoła, Skiba – Melnychuk, Karólak, Staszczak (65′ Kłos), Baran (83′ Nowosad), Mruk – Zawiślak

 

Żółte kartki: Czok, Mielniczek, Szawara – Baran

 


Sędziował: Bartosz Kapłon (główny), Konrad Kostrubała, Mariusz Słoboda (asystenci) – OKS Zamość

 

Widzów: 400