Niemoc trwa nadal. Tomasovia – Orlęta Radzyń Podlaski 0:2

W sobotę rozegrana została XVI kolejka spotkań o mistrzostwo III ligi lubelsko-podkarpackiej. Piłkarze Tomasovii tym razem wystąpili na własnym boisku, gdzie za przeciwnika mieli Orlęta Radzyń Podlaski.

 

Piłkarze Tomasovii do meczu z Orlętami przystępowali z dużą ochotą na to, by przerwać serię porażek, a gdzie to najlepiej zrobić jak nie na własnym boisku przed swoimi kibicami. Niestety jak zwykle w takiej sytuacji wszystko zweryfikowało boisko i była to dla naszego zespołu niekorzystna weryfikacja, ponieważ spotkanie zakończyło się kolejną już piątą z rzędu porażką.

Sam mecz nie był porywającym widowiskiem, a można powiedzieć nawet, że po prostu słaby. O naszych słowach niech świadczy fakt, iż w pierwszej połowie godne odnotowania są, zaledwie dwie sytuacje po jednej dla każdej z drużyn. W 18 minucie strzału na bramkę Tomasovii spróbował Arkadiusz Kot, które to uderzenie zostało zablokowane przez defensorów, a dobitka Rafała Borysiuka okazała się nieskuteczna. Na pierwszą groźną sytuację naszej drużyny trzeba było poczekać, aż do 42 minuty. Wtedy to skrzydłem pod pole karne Orląt przedarł się Ireneusz Baran i wrzucił dobrą piłkę w pole karne mając nadzieję, że zdąży do tej wrzutki nadbiegający Krzysztof Zawiślak, lecz niestety szybszy od niego był golkiper gości Adrian Wójcicki. Można więc powiedzieć, iż podczas tej połowy widzowie nieźle się wynudzili, choć nie dotyczy to najzagorzalszych sympatyków obu drużyn, którzy przez cały mecz głośno i kulturalnie dopingowali swoje zespoły. W przerwie meczu szkoleniowcy naszego zespołu byli zmuszeni dokonać zmiany w bramce, ponieważ urazu doznał kapitan Łukasz Bartoszyk, a w jego miejsce pojawił się na murawie Zenon Maksymiak.

 

Druga połowa rozpoczęła się od śmielszych ataków drużyny Orląt. Już w 47 minucie zrobiło się bardzo groźnie pod bramką Tomasovii, gdy po rzucie rożnym piłkę skierować do siatki próbował Arkadiusz Kot, lecz futbolówkę z linii bramkowej wybił Krzysztof Zawiślak. Odpowiedź „niebiesko-białych” nastąpiła w 51 minucie, gdy Mariusz Ratyna wyłożył futbolówkę na 20 metr do Igora Paskiva, a ten oddał silny strzał, tyle że bardzo niecelny. Kibice zgromadzeni na tomaszowskich trybunach doczekali się na gole, ale niestety te zdobywali tylko goście. W 56 minucie po kolejnym rzucie rożnym Marcin Żurawski przegrał pojedynek z piłkarzem Orląt, który zagrał piłkę w pole karne do dwóch nieobstawionych kolegów i Witalij Melnyczuk z najbliższej odległości umieścił futbolówkę w bramce. Po utracie gola tomaszowianie zagrzewani przez swoich kibiców, których wsparli zaprzyjaźnieni z nimi kibice Hetmana Zamość gorącym dopingiem próbowali przejąć inicjatywę na murawie, lecz niewiele im z tego wychodziło. Mało tego to oni w 72 minucie stracili drugiego gola, który rozwiał nadzieje na korzystny wynik. Konrad Król bardzo łatwo, by nie powiedzieć za łatwo wygrał pojedynek z Marcinem Żurawskim, po czym zacentrował piłkę na piąty metr wprost na głowę niepilnowanego Piotra Zmorzyńskiego, a ten dopełnił tylko formalności. Do końca meczu tomaszowianie szukali swojej szansy na zdobycie, chociaż bramki honorowej, lecz jedyny strzał w tym meczu w światło bramki oddał Bartosz Iwanicki w pierwszej z doliczonych minut, ale bramkarz gości nie miał problemów z obroną tego strzału. Nadmienić w tym miejscu trzeba, że był to debiut na boiskach III ligowych 16 – letniego wychowanka naszego klubu i na pewno to jeden z niewielu pozytywów sobotniego meczu.

 

Tak jak wspomnieliśmy na wstępie sobotnia porażka jest piątą z rzędu i można powiedzieć, że kryzys trwa w najlepsze. Jednak powiedzieć też trzeba, że podstawą tego kryzysu obecnych wyników i postawy jest prawdziwa plaga kontuzji, która nawiedziła zespół przed meczem z Lublinianką Lublin i której końca niestety nie widać. Podczas meczu z Orlętami Radzyń Podlaski nie mogło zagrać trzech doświadczonych obrońców Łukasz Chwała, Michał Skiba i w dniu meczu okazało się, że nie wystąpi również Piotr Joniec. Gdy do tego dodamy urazy Norberta Raczkiewicza, Pawła Mazurkiewicza czy teraz Łukasza Bartoszyka to można śmiało powiedzieć, iż w zespole Tomasovii panuje szpital. I urazy właśnie tych doświadczonych zawodników, którzy w większości będąc zdrowymi mieliby miejsce w podstawowym składzie to główny problem naszego zespołu, bo młodzi zawodnicy, mimo że się starają jak mogą nie zastąpią tych doświadczonych graczy, ponieważ brak im tego doświadczenia na III ligowych boiskach . Fakty są takie, że dopóki ci piłkarze byli do dyspozycji to nasz zespół wygrywał mecze i zdobywał punkty, lecz teraz nadszedł trudniejszy moment i trzeba nadal ciężko pracować przy okazji licząc na powroty kontuzjowanych graczy, by gra i wyniki były zdecydowanie lepsze niż to jest teraz.

 

Tomasovia– Orlęta Radzyń Podlaski 0:2 (0:0)
Bramki: Melnyczuk 56′, Zmorzyński 72′

 

Tomasovia: Bartoszyk (46′ Maksymiak) – Żurawski, Misztal, Konopa, Orzechowski – Ratyna, Baran, Smoła, Paskiv (76′ Ivliev) – K. Zawiślak (52′ Kłos), Gęborys (71′ Iwanicki)

 

Żółte kartki: Król, Zarzecki, Melnyczuk

 

Sędziował: Grzegorz Pożarowszczyk (główny), Jakub Bancerz, Michał Mikulski (asystenci) – KS Lublin

 

Widzów: 350