Niedźwiedź grizzly… z Tomaszowa

W rundzie jesiennej Tomasovia niczym drapieżnik połykała kolejnych rywali. O tym, co niebiesko-biali mają wspólnego z niedźwiedziem grizzly i kogo nie szanuje Paweł Babiarz, przeczytacie poniżej. 

Tomasovia była wymieniana w gronie faworytów do pierwszego miejsca w grupie. Styl, w jakim tego dokonała, budzi jednak zdziwienie. Trener też się dziwi?

Paweł Babiarz: Trudno opisać uczucia dotyczące tego, co wydarzyło się w tej rundzie. Na pewno nie jest to zdziwienie, bliższy jestem słowom: duma, zadowolenie czy satysfakcja. Z drugiej strony jest u mnie cały czas świadomość naszej niedoskonałości, co chroni przed popadnięciem w zachwyt. Nie chcę absolutnie ujmować swoim zawodnikom zasług, bo dokonali w tej rundzie czegoś naprawdę niezwykłego. Natomiast muszą ciągle patrzeć wyżej, mieć przeświadczenie o konieczności rozwoju tej drużyny, a nie tylko oglądanie tabeli po rundzie jesiennej i zachwycanie się jej wyglądem. Krótko mówiąc, chcąc awansować i grać za pół roku w III lidze, musimy być zdecydowanie lepsi.

 Pokazujecie, że w piłce nożnej stałe fragmenty gry mogą być kluczowe. Jak duży procent goli zdobywacie w ten sposób i z czego to wynika?

SFG były ważnym elementem naszej gry, ale nie do końca kluczowym. W czym szukać powodów takiego stanu rzeczy? Po pierwsze, podliczając cykl treningowy od początku lipca do dzisiaj, spędziliśmy nad szlifowaniem rzutów rożnych czy wolnych około 12 godzin – to na pewno przyniosło efekt. Dwa – jeżeli masz w zespole wysokiego Chmurę, Smołę, Dorosza czy Szutę, a do tego takich wykonawców jak Skiba, Słotwiński czy Karólak, to o te bramki jest łatwiej. I trzeci czynnik to fakt, że naprawdę w każdym meczu mieliśmy tych SFG dość dużo. Jeżeli w ciągu 90 minut masz dwa rzuty rożne, to ciężko o bramkę, ale jeżeli masz ich osiem-dziesięć, to musi coś wpaść. Podsumowując, to, że strzelamy w ten sposób bramki, nie jest dziełem przypadku, ale wpływ mają na to po trochu wszystkie trzy wymienione czynniki.

W grach sparingowych przed sezonem zdarzało się wam tracić bramki seryjnie. Tymczasem w lidze, w dziewiętnastu meczach straciliście tylko sześć. Jaka jest recepta na sukces w defensywie?

W okresie przygotowawczym był taki moment, że sam się o to zaczynałem martwić. Jako trenerowi nigdy nie jest mi łatwo szukać usprawiedliwień, mało tego, wstyd mi mówić, że moi zawodnicy coś zawalili, ponieważ byli przemęczeni – dlatego tego nie robiłem w lecie. Teraz mogę jednak śmiało stwierdzić, że tamte stracone bramki były efektem zmęczenia i bardzo ciężkiej pracy na treningach. Doszło też kilku nowych zawodników i nie byliśmy jeszcze zbyt dobrze zgrani. Do tego dochodziła specyfika sparingów, czyli sprawdzanie różnych wariantów gry. Natomiast kiedy przyszły mecze ligowe, byliśmy dobrze przygotowani do gry w defensywie pod względem taktycznym, ale i motorycznym, co potwierdzają liczby – 14 razy zagraliśmy bez straty bramki. Co z tego, że Huczwa strzeliła nam 4 bramki w ostatnim sparingu przed sezonem, jak później w ligowym starciu wygraliśmy z nimi 4:0? Mam nadzieję, że w przyszłości kibice wstrzymają się z krytyką naszych gier sparingowych przynajmniej do rozgrywek ligowych.

Gdzie jeszcze szukać rezerw w grze Tomasovii?

W każdym aspekcie. Uważam, że poziom ligi w rundzie jesiennej nie był w stanie wskazać naszych mankamentów. Mamy więc nieco zaciemniony obraz, a te niedoskonałości są duże i trzeba nad nimi sporo pracować. Kolejne rezerwy widzę w potencjale ludzkim, na pewno potrzebne są wzmocnienia – nad tym też pracujemy.

 Nie wierzę, że postawa Damiana czy Kuby Szuty nie została zauważona przez skautów z wyższych lig? Czy jest zainteresowanie graczami Tomasovii? I co na to klub?

Każde zainteresowanie zawodnikiem z mojej drużyny traktuję jako wyróżnienie również dla mnie i bardzo się z tego cieszę. Oczywiście, że jako trener nie chciałbym, żeby którykolwiek z chłopaków odszedł, bo chcę mieć silny zespół. Natomiast trzeba sobie jasno powiedzieć, że Tomasovia nie stanowi sufitu dla moich zawodników i to nie tylko dla Damiana czy Kuby. Zresztą w drużynie chciałbym mieć jak najwięcej chłopaków, którzy chcą się rozwijać i myślą o grze w wyższej lidze. Co na to klub? Nie jestem od tego, żeby o tym decydować. Zarząd Tomasovii na pewno podejdzie do takich tematów z rozsądkiem, tak jak to czyni zawsze.

Jaki typ zawodnika i człowieka ceni najbardziej Paweł Babiarz?

Trener piłki nożnej nie może sobie obrać konkretnego typu zawodnika, bo jest ich za dużo w jednej drużynie, a każdy ma inną osobowość. Wiem natomiast, jaki nie może być. Nie mogę znieść sytuacji, w której zawodnik godzi się z porażką; który przegrywa pojedynek 1×1 i uważa, że nic się nie stało; który nie przejmuje się tym, że nie trafił do pustej bramki czy który przegrywa na treningu w siatkonogę i myśli, że to nie ma znaczenia. Proszę wierzyć, że takie zachowania są częste u młodych zawodników – a to u mnie na pewno nie przejdzie. Gdy patrzę się na Irka Barana, Michała Skibę czy Łukasza Bartoszyka, którzy grają „w poprzeczkę” po treningu, i widzę ich olbrzymie zaangażowanie, chęć zwycięstwa i satysfakcję, to chce mi się być trenerem. To człowieka napędza. Nie wspomnę już o grze treningowej, gdzie momentami chęć zwycięstwa powoduje nieprzyjemne sytuacje. Akurat w tej chwili mam zespół, w którym jest duża liczba bardzo ambitnych i nielubiących przegrywać zawodników, natomiast kilku godzących się z porażką musi albo zmienić myślenie, albo klub.

Gdyby trener Babiarz miał porównać swój zespół do… jakiegoś zwierzęcia, to byłby nim… I dlaczego?

Jesteśmy na dzisiaj drapieżnikiem, mogę nawet powiedzieć więcej – wszystkożercą. Na pewno jest to zwierzę duże, znaczące w przyrodzie i budzące respekt. Niedźwiedź grizzly jest chyba najlepszym porównaniem. Mam nadzieję, że wiosną będę mógł o swoim zespole powiedzieć to samo.

Na dzisiaj już macie 11 pkt. przewagi nad Huraganem Międzyrzec. Zgodzimy się, że roztrwonić ją to byłaby prawdziwa sztuka…

Tu nie chodzi o roztrwanianie, tylko o powiększanie (śmiech).

 Czy z tyłu głowy jest już III liga i perspektywa gry na tym poziomie rozgrywek?

Chciałbym, żeby zawodnicy i kibice pamiętali o tym, że naszym celem jest awans, ale wiosną nadal będziemy na IV-ligowym poziomie… Jako trener oczywiście planować muszę, więc nie ukrywam, że trochę o tej III lidze myślę, podobnie jak Zarząd Klubu, który też musi być na to przygotowany. Natomiast powtórzę jeszcze raz – głowy do lodu i pracujemy. W grudniu jeszcze nikt awansu nie zrobił, awans robi się w czerwcu.

 

tomt

 

źr. Kronika Tygodnia