Łatwe zwycięstwo Sokoła w Tomaszowie Lubelskim. Tomasovia – Sokół Sieniawa 1:4

Image and video hosting by TinyPic

 W miniony weekend piłkarze III ligi rozegrali XXVI kolejkę spotkań, podczas której piłkarze Tomasovii wystąpili na własnym boisku. Przeciwnikiem naszego zespołu była walcząca o utrzymanie drużyna Sokoła Sieniawa i niestety w lepszych humorach po wczorajszym pojedynku są kibice gości, ponieważ drużyna z Sieniawy odniosła wysokie i zasłużone w pełni zwycięstwo.

Od samego początku meczu inicjatywa na murawie należała do zespołu Sokoła Sieniawa. Dowodem tego były okazje, jakie stwarzali sobie goście, a pierwsza z nich miała miejsce w 6 minucie, kiedy to Paweł Hass oddał groźny strzał, z którym jednak poradził sobie strzegący bramki Tomasovii Maksym Wadach. W 13 minucie zakotłowało się w polu karnym naszego zespołu po tym, jak piłkę z lewego skrzydła wrzucił w pole karne Jacek Flis, ale na szczęście próby umieszczenia piłki w bramce przez Patryka Kapuścińskiego i Sebastiana Padiaska wskutek rozpaczliwych interwencji naszych obrońców okazały się nieskuteczne. Gdy boiskowy zegar wskazywał 20 minutę ładny strzał z dystansu z pierwszej piłki, oddał Patryk Szewc, lecz jedyne co jego zespół zyskał w tej sytuacji to tylko rzut rożny. Bardzo groźnie w polu karnym Tomasovii zrobiło się minutę później po tym, jak Tomasz Walat dogrywał piłkę do nieobstawionego Patryka Szewca, a temu w zdobyciu bramki przeszkodził udany wślizg powracającego do obrony Arkadiusza Smoły.

Image and video hosting by TinyPic

Piłkarze Tomasovii mogli skarcić za nieskuteczność swoich przeciwników w 32 minucie, kiedy to Tomasz Kłos zagrał bardzo dobrą piłkę do Nazara Melnychuka, który z 11 metrów fatalnie przestrzelił. To była jedyna okazja „niebiesko-białych” w pierwszej części meczu. Pierwszy gol niestety dla Sokoła padł w 37 minucie i była to bramka kuriozalna. Wszystko zaczęło się od zagrania piłki w pole karne z prawej strony Pawła Hassa do Jacka Flisa, którego ubiegł Arkadiusz Smoła, jeden ten źle wybił piłkę, gdyż ta zamiast poza polem karnym nadal pozostała w nim, gdzie katastrofalny błąd popełnił interweniujący bramkarz Maksym Wadach, dzięki czemu Tomasz Walat zdobył jedną z najłatwiejszych bramek w swojej piłkarskiej przygodzie z futbolem. Tomaszowianie schodzili na przerwę z dwubramkową stratą, ponieważ w 45 minucie na indywidualną akcję z własnej połowy zdecydował się Damian Skała, po której znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem i zdobył drugiego gola dla swojej drużyny.

Image and video hosting by TinyPic

Drugą część gry lepiej rozpoczęli piłkarze Tomasovii, którzy w 49 minucie stworzyli zagrożenie pod bramką Sokoła, gdy z rzutu wolnego futbolówkę w polne dośrodkował Ireneusz Baran wprost na głowę Tomasza Kłosa, którego uderzenie wybronił golkiper gości Łukasz Ćwiczak. Taka sama próba przez tego zawodnika miała miejsce w 56 minucie tyle tylko, że w tym przypadku dośrodkowywał Przemysław Orzechowski, jednak piłka minęła bramkę. Gdy wydawało się, że tomaszowianom może się udać, zdobyć gola kontaktowego tego, a właściwie dwa w ciągu minuty zdobyli piłkarze Sokoła. Najpierw w 70 minucie miało miejsce zbyt krótkie wybicie futbolówki z piątki przez Maksyma Wadacha, gdzie nasi gracze dodatkowo przegrali o nią walkę i piłkę przechwycił Paweł Hass, który posłał piłkę do bramki efektownym lobem nad wybiegającym golkiperem. Nie minęła nawet minuta, gdy przyjezdni zdobyli kolejnego gola. Po zagraniu ze skrzydła piłki nie sięgnął w polu karnym Patryk Szewc, ale kolejny błąd popełnił Maksym Wadach „wypluwając” futbolówkę wprost pod nogi zawodnika Sokoła, który wyłożył piłkę do Pawła Hassa, a ten nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce gospodarzy. Na otarcie łez kibicom Tomasovii pozostał gol honorowy samobójczy zdobyty przez piłkarza z Sieniawy Sebastiana Padiaska w 76 minucie, co nie zmienia postaci rzeczy, że rywale odnieśli wysokie i zasłużone zwycięstwo, które daje im dalszą nadzieję na utrzymanie.

Piłkarze Tomasovii nadal okupują 15 lokatę i do ósmego miejsca, które być może, pozwoli zachować status III ligowy, tracą na osiem kolejek przed końcem, aż 11 punktów i mimo że do zdobycia pozostają jeszcze 24 punkty, to trudno liczyć w kontekście wielu kontuzji czołowych zawodników, które nawiedziły zespół (tylko we wczorajszym meczu nie mogli zagrać Łukasz Bartoszyk, Piotr Joniec, Krzysztof Zawiślak, Krystian Brudz, Norbert Raczkiewicz, Marcin Żurawski, Mariusz Ratyna, Karol Śrótwa) na skuteczną walkę o utrzymanie. Jednym słowy Tomasovia jest zmuszona grać młodzieżą, gdzie w wyjściowym składzie wczoraj zagrało 8 młodzieżowców, a w całym meczu, aż 10, gdzie przy braku doświadczenia wygląda to tak, jak wygląda. Nie mniej liczymy, że najbliższe spotkanie derbowe z AMSPN Hetmanem w Zamościu zmotywuje naszych piłkarzy i wyzwoli w nich piłkarską złość do tego, by odnieść pierwsze wiosenne zwycięstwo.

***

TomasoviaSokół Sieniawa 1:4 (0:2)
bramki: Padiasek 76′ (bramka samobójcza) – Walat 37, Skała 45′, Hass 70′, 71′

 

Tomasovia: Wadach – Orzechowski, Wróblewski, Smoła, Skiba (70′ Lasota), Baran, Szuta, Misztal, Gęborys (62′ Konopa), Melnyczuk, Kłos (78′ Iwanicki)

 

Żółte kartki dla Tomasovii: Kłos, Gęborys, Misztal, Wróblewski – Skała, Padiasek, Makowski, Sowiński, Walat

 

Sędziował: Robert Podlecki (główny), Marek Mirosław, Paweł Polaczek (asystenci) – KS Lublin

 

Widzów: 400