Gra na miarę zajmowanej pozycji. Chełmianka Chełm – Tomasovia 5:1

W niedzielne popołudnie piłkarze Tomasovii rozegrali czwarte ligowe spotkanie w ramach rozgrywek o mistrzostwo IV ligi lubelskiej. Tym razem tomaszowianie musieli udać się do Chełma, gdzie czekało ich starcie z innym spadkowiczem z III ligi miejscową Chełmianką. Niestety nasi piłkarze nie będą miło wspominać wczorajszej potyczki, ponieważ zostali rozgromieni przez gospodarzy po grze, którą najlepiej wypadało „uczcić” długą ciszą.

Zespół Tomasovii do ligowego meczu z Chełmianką przystępował z nowym bramkarzem w składzie 17-letnim Patrykiem Rojkiem, który został wypożyczony z Górnika II Łęczna. Jak się okazało po końcowym gwizdku mimo puszczenia, aż pięciu goli był on najjaśniejszą postacią w naszej drużynie i tylko dzięki jego udanym interwencjom zwycięstwo chełmian nie jest jeszcze bardziej okazałe. Podopieczni trenera Artura Bożyka od pierwszego gwizdka postanowili rozgrzać nowego golkipera tomaszowian. Już w 6 minucie miał on mnóstwo szczęścia po tym, jak gospodarze niezbyt udanie rozegrali rzut rożny, ale piłkę otrzymał jeszcze Michał Budzyński, po którego uderzeniu futbolówka sprawdziła wytrzymałość poprzeczki. Tego szczęścia nie miał już w 14 minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z lewej strony w pole karne Damian Misztal nie powstrzymał Michała Wołosa, który oddał uderzenie głową, po którym piłka odbiła się od poprzeczki bramki, po czym dopadł do niej Damian Koprucha, który z najbliższej odległości skierował ją do pustej bramki. O grze naszego zespołu szczególnie w pierwszej połowie niewiele da się powiedzieć dobrego dość powiedzieć, że jedyny strzał w światło bramki oddali oni w 27 minucie, kiedy to Ireneusz Baran oddał strzał z rzutu wolnego, lecz na posterunku był golkiper gospodarzy Łukasz Kijańczuk, który się zbytnio w pierwszej części nie napracował. Co innego jego koledzy z boiska.

W 35 minucie długie podanie na prawe skrzydło otrzymał Hubert Kotowicz, który zdecydował się na indywidualną akcję, po której z dziecinną łatwością przedarł się w pole karne i mając przed sobą tylko bramkarza zdobył drugiego gola dla Chełmianki. Trzy minuty później było już 3:0 dla miejscowych. Wszystko rozpoczęło się od kiepskiego wykonania rzutu wolnego przez Michała Skibę, z którym poradził sobie jeden z piłkarzy miejscowych wybijając piłkę głową w okolice środka boiska tam błąd popełnił Damian Misztal, któremu futbolówkę zabrał Przemysław Banaszak i pognał w kierunku bramki ile sil w nogach, po czym będąc w sytuacji sam na sam z bramkarzem Patrykiem Rojkiem został przez niego zdaniem arbitra sfaulowany i miejscowi mieli rzut karny. Pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Damian Koprucha. Szkoleniowiec Tomasovii widząc co się dzieje, że nie wszyscy się angażują w grę tak jakby tego oczekiwał postanowił jeszcze w pierwszej połowie dokonać, aż trzech zmian co jest rzeczą naprawdę rzadką. Jednak w pierwszej części gry na niewiele to się zdało, ponieważ wynik pozostał bez zmian.

Druga połowa w wykonaniu Tomasovii była na pewno lepsza, choć na pewno nikogo na kolana nie rzuciła, ale co najważniejsze pojawiła się przede wszystkim walka, której w pierwszej części zabrakło. Tyle tylko, że to się nie przekładało zbytnio na okazje bramkowe, jeśli nawet nasi piłkarze byli pod polem karnym gospodarzy to brakowało podania otwierającego drogę do bramki, a strzały z dystansu mijały znacznie bramkę. W 58 minucie po kolejnym rzucie rożnym bez opieki obrońców w polu karnym był Damian Koprucha, który silnym uderzeniem zdobył swojego trzeciego gola w tym meczu. Podopieczni trenera Paszkiewicza walczyli o choćby gola honorowego i ta sztuka udała im się w 78 minucie. Piłkę z rzutu rożnego w pole karne dośrodkował Michał Skiba wprost do Macieja Wasyla, który kilka chwil wcześniej pojawił się na boisku i w swoim stylu znanym z gry w juniorach, czyli uderzeniem piłki głową zdobył gola honorowego. Ostatnie słowo w tym meczu należało jednak do piłkarzy Chełmianki. W 86 minucie wykonywali oni rzut wolny, a dokładniej Hubert Kotowicz, który oddał strzał bezpośrednio na bramkę, po którym piłkę wprost pod nogi Dawida Greguły odbił Patryk Rojek i ten nie miał problemów ze zdobyciem piątego ostatniego gola w tym meczu.

Po meczu szkoleniowiec Jacek Paszkiewicz poinformował, że oddaje się do dyspozycji zarządu, a jeśli ten mu nadal powierzy prowadzenie zespołu to cel na najbliższe trzy mecze z Victorią Żmudź, Unią Hrubieszów i Polesiem Kock to komplet 9 punktów. Jak stwierdził szkoleniowiec, jeśli tego celu nie udałoby się osiągnąć to sam złoży wtedy rezygnację.

Po wczorajszej porażce piłkarze Tomasovii zajmują odległą 14 lokatę. Następny mecz zagrają przed własną publicznością 28 sierpnia o godz. 16:00 z Victorią Żmudź.

***

Chełmianka Chełm –Tomasovia 5:1 (3:0)

bramki: Koprucha 14′, 38′ (karny), 58′, Kotowicz 35′, Greguła 86′ – Wasyl 78′

Tomasovia: Rojek – Misztal, Smoła (41′ Chuikov), Skiba, Karólak, Szuta, Staszczak (39′ Gęborys), Melnyczuk, Orzechowski (74′ Wasyl), Baran, Kłos (41′ Lasota)

Żółte kartki:Banaszak, Sękowski, Kotowicz – Orzechowski, Gęborys

Sędziowie: Łukasz Woliński (główny), Marek Mirosław, Rafał Sugier (asystenci) – KS Lublin

Widzów: 400