Dali sobie wydrzeć z rąk niemal pewne zwycięstwo. Tomasovia – Lublinianka Lublin 2:2

 

W ramach XXVI kolejki spotkań o mistrzostwo III ligi lubelsko-podkarpackiej piłkarze Tomasovii po raz drugi tej wiosny zaprezentowali się własnej publiczności, gdzie za przeciwnika mieli walczącą tak jak oni o utrzymanie w lidze Lubliniankę Lublin. Niestety, mimo że jeszcze dziesięć minut przed końcem spotkania tomaszowianie prowadzili w tym meczu dwoma bramkami, to ostatecznie dali sobie wydrzeć niemal pewne zwycięstwo tracąc w ich sytuacji bezcenne dwa punkty.

 

 

Na sobotnie spotkanie awizowany był arbiter z Mielca pan Marek Pająk o czym informowaliśmy naszych czytelników, ale Podkarpacki ZPN, jako że zawiesił jednego z rzeszowskich arbitrów dokonał pewnych korekt i do Tomaszowa Lubelskiego przyjechała trójka sędziowska z Krosna, na której czele był pan Artur Szelc. Inna istotna zmiana w porównaniu do ostatniego spotkania w Sieniawie nastąpiła w składzie naszej drużyny, bowiem po raz pierwszy po kontuzji w podstawowym składzie wybiegł Norbert Raczkiewicz, który miał za zadanie poukładać grę zespołu w drugiej linii.

 

Oba zespoły rozpoczęły spotkanie w miarę spokojnie tak jakby się badały lub paraliżowała ich stawka meczu, więc przez pierwszy kwadrans niewiele się działo. Jako pierwsi próbowali zagrozić bramce rywali tomaszowianie, kiedy to w 11 minucie po wyrzucie z autu piłkę głową zgrał Waldemar Kozyra wprost do Patryka Słotwińskiego, jednak jego uderzenie z pierwszej piłki okazało się bardzo nieudane. Cztery minuty później ten sam zawodnik nie sięgnął futbolówki po dobrym zagraniu wzdłuż pola karnego Przemysława Orzechowskiego. Bardzo wysoko grający goście pierwszą sytuację bramkową stworzyli sobie w 18 minucie. Po stracie piłki przez Igora Paskiva i wślizgu Wojciecha Gawrylaka piłka dość przypadkowo znalazła się pod nogami Kamila Witkowskiego, który uciekł Łukaszowi Chwale i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Tomasovii Łukaszem Bartoszykiem, lecz wykończenie tej akcji okazało się fatalne. Było to jednak bardzo poważne ostrzeżenie dla podopiecznych trenera Złomańczuka.

 

34

 

Równie znakomitą okazję ten sam zawodnik miał w 21 minucie, gdy po długim podaniu znów się znalazł sam przed golkiperem naszego zespołu, ale przegrał z, nim pojedynek, a całą sytuację wyjaśnił Łukasz Chwała wybijając futbolówkę głową na korner. Przez kolejne długie minuty na boisku trwała bezskuteczna walka o to, by któraś z drużyn stworzyła sobie jakieś okazje bramkowe, ale ich nie było. Nasi piłkarze nawet, jeśli wyprowadzali niebezpieczne akcje, to łapani byli na pozycję spaloną dzięki czemu jeden z bocznych arbitrów co chwilę podnosił do góry chorągiewkę ku niezadowoleniu tomaszowskiej widowni. Tak było do 37 minuty, kiedy to strzał zza pola karnego oddał Kamil Witkowski efekt był taki, że piłka znalazła się w rękawicach naszego bramkarza. O tym, że pierwsza połowa była teatrem jednego aktora, choć na szczęście to nie był jego dobry dzień, jeśli chodzi o skuteczność świadczy kolejna okazja Witkowskiego z 38 minuty, który oddał bardzo ładny strzał z 18 metrów, lecz równie dobrą interwencją popisał się Łukasz Bartoszyk. Lublinianka za wszelką cenę chciała zaznaczyć swoją przewagę golem do szatni i jeszcze przed przerwą przycisnęła. W 44 minucie bardzo groźny strzał z 25 metrów oddał Erwin Sobiech, jednak znów górą był golkiper Tomasovii, przenosząc piłkę nad poprzeczką. Jeszcze przed przerwą goście wykonywali dwa rzuty rożne, po, których było bardzo groźnie szczególnie w pierwszym przypadku, gdy tym razem błąd na szczęście bez konsekwencji popełnił Łukasz Bartoszyk, a uderzenie Rafała Kursy zablokował Patryk Słotwiński. W drugim przypadku bramkarz „niebiesko-białych” został sfaulowany w polu bramkowym przez Pawła Sobielskiego i mimo kilku znakomitych okazji dla gości po pierwszej połowie widniał rezultat bezbramkowy.

 

26

 

W drugiej połowie role się odwróciły na boisku to piłkarze Tomasovii zaczęli przeważać, a duża w tym zasługa sytuacji z 48 minuty. Wtedy to Igor Paskiv zgrał piłkę głową Marcinowi Żurawskiemu, a ten będąc w sytuacji sam na sam z bramkarzem Lublinianki Mateuszem Zawiślakiem nie zmarnował okazji zdobywając prowadzenie. Stało się jasne w tym momencie, ze przeciwnik chcąc odrobić straty musi się całkowicie odsłonić. Jednak to najpierw przyjezdni stworzyli sobie groźną okazję i po raz kolejny w roli głównej wystąpił Kamil Witkowski. W 51 minucie lublinianin z 18 metrów chciał umieścić piłkę w siatce mierzonym strzałem tuż przy słupku, ale wyśmienicie spisał się nie po raz pierwszy kapitan zespołu Łukasz Bartoszyk. Nadeszła 55 minuta, gdy rzut wolny z około 30 metrów wykonywał Patryk Słotwiński niestety jego kąśliwe uderzenie nieznacznie minęło bramkę rywali. Pięć minut później kolejna bardzo dobra sytuacja Tomasovii Waldemar Kozyra przytomnie wyłożył piłkę na 15 metr Marcinowi Żurawskiemu, lecz ten niestety nie trafił w piłkę i już dalej nic z tej akcji dobrego nie było. Dwie minuty później bardzo groźnie na bramkę uderzał Kamil Groborz, który kilka chwil wcześniej pojawił się na murawie skończyło się jednak tylko na strachu gości. Zupełnie, inaczej było w 69 minucie, kiedy to Patryk Słotwiński przerwał groźnie zapowiadającą się akcję lublinian i zagrał piłkę na skrzydło do Norberta Raczkiewicza, a ten fantastycznym strzałem z dystansu, po, którym piłka jeszcze odbiła się przed bramkarzem ku radości kibiców zdobył drugiego gola. Nie mający nic do stracenia podopieczni trenera Marka Sadowskiego ruszyli bardziej do przodu i w 72 minucie Dawid Skoczylas wypracował sobie dobrą pozycję do strzału, ale samo uderzenie już nie było tak dobre.

 

16

 

Tomasovia mogła, a nawet powinna dobić rywala w 81 minucie. Wtedy po raz kolejny w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Marcin Żurawski po zagraniu Norberta Raczkiewicza i nawet ograł golkipera przeciwnej drużyny, lecz na wskutek powracającego we własne pole karne Łukasza Mazurka i jego interwencji nie był już w stanie oddać uderzenia. Konia z rzędu temu, kto przypuszczał w tym momencie, iż podopieczni trenera Jana Złomańczuka nie dowiozą zwycięstwa do końca meczu, lecz niestety zbyt duża pewność siebie zgubiła nasz zespół. W 83 minucie Damian Szuta przegrał w łatwy sposób walkę o piłkę z Radosławem Kursą i poszła z tego szybka kontra, po, której Paweł Zabielski wstrzelił futbolówkę wzdłuż pola karnego do zamykającego akcję Bartosza Tomczuka i Lublinianka zdobyła gola kontaktowego. Minutę przed końcem regulaminowego czasu gry rozegrał się dramat naszych piłkarzy nijako na własne życzenie. Wszystko zaczęło się od niepotrzebnego rzutu wolnego, który sprowokował Mateusz Bojarczuk jakieś 25 metrów od bramki swojego zespołu. Po wznowieniu gry z rzutu wolnego piłka znalazła się pod nogami Erwina Sobiecha, który zagrał ją w pole karne do Bartosza Tomczuka tam błąd w kryciu popełnił sprawca rzutu wolnego, który dodatkowo się poślizgnął i napastnik gości nie mógł nie skorzystać z takiego prezentu. Mimo przedłużenia meczu przez dobrze prowadzącego zawody sędziego o trzy minuty już żadnej ze stron nie udało się odmienić losów spotkania i ostatecznie zakończyło się ono, zaledwie remisem.

 

23

 

Gdyby brać pod uwagę wydarzenia na boisku to rezultat remisowy jest sprawiedliwym, bowiem pierwsza część należała do Lublinianki zaś druga do Tomasovii. Jednak, gdy prowadzi się dziesięć minut przed końcem meczu różnicą dwóch bramek, to klasowa drużyna nie może wypuszczać zwycięstwa w taki sposób jak uczynili to tomaszowianie i to w tak ważnym meczu z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie. Co z tego, że były trener naszego zespołu Bohdan Bławacki wyciągając z dołu Wisłę Puławy nijako pomaga Tomasovii, bo utrzymanie puławian to jeden zespół spadkowy z III ligi mniej, jak sama Tomasovia sobie nie pomaga i trwoni bezcenne punkty tak jak to miało miejsce wczoraj? Niektórzy kibice i nie tylko mają nam czasem za złe, iż mówimy o spadku do IV ligi, mimo że do zakończenia sezonu pozostało jeszcze trochę kolejek, a dokładniej osiem. Oczywiście, nie odbieramy szans naszemu zespołowi, bo, dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe, ale patrząc jak z kolejki na kolejkę uciekają cenne punkty to, co raz trudniej o większy optymizm. Lublinianka to kolejny rywal z dołu, z którym tomaszowianie mają dwumecz do tyłu.

 

To co nas zadziwia od pewnego czasu, to brak jakiejkolwiek reakcji zarządu klubu na aktualne wyniki zespołu, choć przypominamy że zarząd został wybrany również po to, by interweniować w kryzysowych sytuacjach, a z taką bez wątpienia mamy do czynienia sytuacją.

 

Już w najbliższą sobotę piłkarzy Tomasovii czeka mecz w Krośnie z rozpędzonym liderem Karpatami, który dziś w Jarosławiu rozbił gospodarzy JKS, aż 4:0.

 

***

Tomasovia – Lublinianka Lublin 2:2 (0:0)
bramki: Żurawski 48′, Raczkiewicz 69′ – Tomczuk 83′, 89′

 

Tomasovia: Bartoszyk – Skiba, Bojarczuk, Chwała, Misztal – Orzechowski (65′ Szuta), Paskiv (90′ Baran), Raczkiewicz, Żurawski, Kozyra (60′ Groborz) – Słotwiński

 

Żółte kartki: Orzechowski, Szuta – Kursa

 

Sędziowie: Artur Szelc (główny), Albin Kijowski, Grzegorz Meier (asystenci) – KS Krosno

 

Widzów: 300