Ciągle nie mam dość piłki

Z Ireneuszem Baranem, zwycięzcą XVIII Plebiscytu Piłkarskiego „Kroniki Tygodnia” w kategorii „Piłkarz Roku”, rozmawia Tomasz Tomczewski.


Trochę musiałeś pograć w piłkę, żebyś został doceniony…

 

– Po raz pierwszy byłem nominowany jakieś dziesięć lat temu, ale wtedy do trójki nie wszedłem. Teraz, gdy dostałem zaproszenie na Galę, podejrzewałem, że jest inaczej –  zwycięstwa się jednak nie spodziewałem. Tym bardziej jednak się cieszę. W końcu mam już swoje lata.

 

No właśnie, wybiegasz bardzo w przyszłość?

– Wszystko zależy od zdrowia i formy. Powiem szczerze, że tak sobie powtarzam co roku. Kończy się sezon, a ja sobie mówię, że jeszcze jeden rok i tak to trwa. Dzięki Bogu, odpukać, poważniejsze kontuzje mnie omijają. Ważne, że czuję się potrzebny drużynie, wiem, że chłopaki na mnie liczą. To pomaga podejmować decyzję o graniu. Mimo że prowadzę już jedną z grup młodzieżowych w Tomasovii, w której trenuję między innymi swojego syna, to ciągle nie umiem wyobrazić sobie życia bez grania w piłkę.

 

Kiedy byłeś najbliżej wielkiej piłki?

– W 2007 roku razem z Prejuce Nakoulmą przyszliśmy z Granicy Lubycza Królewska do Hetmana. Szkoda, że w czasie okresu przygotowawczego przyplątała mi się kontuzja, bo może zdziałałbym coś więcej niż awans do drugiej ligi. „Prezes” jest dzisiaj w lidze francuskiej – ja w Tomasovii. Ale nie żałuję.

 

Masz już w nogach ponad dwadzieścia lat biegania za piłką. Nigdy nie miałeś dosyć?

– Pewnie, że czasami przychodziły do głowy różne myśli, ale nawet jak były, to szybko uciekały.

 

Gdyby nie piłka, to w jakiej dyscyplinie sportu byś się widział?

 

 – (milczenie) Chyba nie ma takiej.

A może coś z bieganiem? Koledzy z drużyny podkreślają, że mimo upływu lat ciągle masz dużo pary w płucach?

 

– (śmiech) Faktycznie, przygotowanie fizyczne zawsze było moją mocną stroną. Ale najlepiej biegać za piłką.

 

Wróćmy do trenerów. Zdradzisz, któremu z nich zawdzięczasz najwięcej?

– Gdy zaczynałem granie w Prywaciarzu Tomaszów, wypatrzył mnie trener Zbigniew Ulanowski i on w dużej mierze nauczył mnie rozumienia istoty piłki. Ukształtował mnie jako piłkarza. Myślę, że każdy trener, z którym miałem okazję pracować, przyłożył przysłowiową  cegiełkę do tego, że wygrałem plebiscyt i za to im serdecznie dziękuję. Szczególne podziękowania ślę do trenera Jana Złomańczuka i zarządu klubu. Dzięki tym ludziom  wróciłem do Tomasovii i gram w niej do tej pory.

 

Czy tak doświadczony piłkarz jak Ty odczuwa jeszcze dreszczyk emocji przed meczami?

– Pewnie i jest to jak najbardziej wskazane. Bez stresu nie ma życia. Emocje są już inne niż kilkanaście lat temu, ale nadal istnieją. Najważniejszą rzeczą jest dobrze wejść w mecz i cały czas wierzyć w zwycięstwo.

 

Jest czas na hobby? Zdradzisz nam?

– Wędkarstwo. Zdecydowanie. Odpręża, uspokaja i sprawia przyjemność. Jak na razie największa moja zdobycz to sum – 110 cm długości, 7,5 kg wagi.

 

Rozumiem, że Ireneusz Baran na laurach nie spocznie.

– Oczywiście. To nie byłoby do mnie podobne. Choć czas leci, to ciągle mam w sobie jeszcze mnóstwo energii. Brawa od kibiców po wygranym meczu lub kiedy się opuszcza boisko to rzecz bardzo budująca i motywująca do dalszej gry.  Właśnie szykuję się z Tomasovią do rundy wiosennej. I mam nadzieję, że takich rund jeszcze przede mną kilka.

 

Dziękuję bardzo i raz jeszcze gratuluję zwycięstwa w XVIII Plebiscycie Piłkarskim „Kroniki Tygodnia”.

– Serdeczne podziękowania dla wszystkich osób związanych z organizacją plebiscytu „Kroniki Tygodnia” i czytelników biorących w nim udział. Dzięki Wam czujemy się bardzo wyjątkowo.

 

tomt

 

źr. Kronika Tygodnia