Bolesna porażka. Podlasie Biała Podlaska – Tomasovia 1:0

Po długiej przerwie zimowej rozgrywki wznowiła III liga lubelsko-podkarpacka, a więc do rywalizacji przystąpili również piłkarze Tomasovii. W ramach XX kolejki nasza drużyna udała się w najdalszą ligową podróż do Białej Podlaskiej, by stoczyć ligowy bój z przedostatnim zespołem Podlasia.

Sobotnie spotkanie było z gatunku tych za przysłowiowe „sześć punktów”, ponieważ gospodarze chcieli odbić się od dna ligowej tabeli, natomiast tomaszowianie również nie mogą być spokojni o ligowy byt na kolejny sezon. Niestety, sytuacja naszego zespołu zaczyna się poważnie komplikować w walce o utrzymanie, bowiem lepsi okazali się być gracze Podlasia, którzy sięgnęli po komplet cennych punktów.

Do Białej Podlaskiej piłkarze Tomasovii udawali się w optymistycznych nastrojach w końcu mieli do tego powody, bowiem wcześniejsze konfrontacje na stadionie Podlasia kończyły się ich zwycięstwami. Z drugiej strony każdy zdawał sobie sprawę z tego, iż będzie bardzo ciężko, gdyż z powodu kontuzji nie mogli zagrać m.in. główny mózg zespołu, że tak to nazwiemy Norbert Raczkiewicz oraz Ireneusz Baran, a z powodu nadmiaru kartek pauzować musieli Arkadiusz Smoła i Mateusz Bojarczuk. Zanim rozpoczęło się spotkanie spiker zawodów powitał wszystkich przybyłych jak to nazwał na stadion ruina co powinno dać do myślenia komuś w Białej Podlaskiej, bo to wstyd, by takie ponad 50tyś miasto miało stadion, którego wstydzą się miejscowi kibice, a większość trybun była wyłączona z użytku. Ale wspominamy o spikerze nie tylko dlatego, że powitał przybyłych widzów na ten mecz w oryginalny sposób, lecz też a nawet przede wszystkim dlatego, że przypomniał bardzo ciekawą rzecz sprzed wielu lat. A, mianowicie chodzi o najwyższe zwycięstwo ligowe drużyny z Białej Podlaskiej nad Tomasovią, które miało miejsce w 1978 roku, kiedy to AZS pokonał tomaszowian, aż 9:0. W tamtym spotkaniu szkoleniowcem rywali był aktualny trener Tomasovii pan Jan Złomańczuk.

 

Spotkanie rozpoczęło się od dobrej akcji prawym skrzydłem i dośrodkowaniem w pole karne przez Adama Wiraszkę, lecz główka do swojego bramkarza Kamila Groborza zapobiegła większemu niebezpieczeństwu. Znacznie groźniej było w 5 minucie meczu, kiedy to po dobrej szybkiej i składnej akcji futbolówkę w polu karnym z lewego skrzydła otrzymał Adrian Hołownia i mając przed sobą tylko Łukasza Bartoszyka przegrał z, nim pojedynek trafiając w nogę naszego golkipera. Była to, jednak znakomita okazja Podlasia i wyraźny sygnał, że interesuje ich w tym dniu tylko zwycięstwo. Na kolejną okazję bramkową zgromadzeni na trybunach kibice musieli poczekać do 24 minuty, wtedy z prawego skrzydła w pole karne zagrał piłkę Rafał Adamiuk wprost do bardzo aktywnego w meczu Adriana Hołowni, a ten mimo interweniującego Kamila Groborza zdołał się odwrócić i oddać znakomity strzał, lecz obrona Łukasza Bartoszyka była godna najwyższej klasy światowej. Inna sprawa, że zawodnik gospodarzy przyjmując piłkę pomógł sobie wyraźnie ręką czego nie dostrzegła sędzina boczna oraz arbiter główny. Tego szczęścia piłkarze Tomasovii nie mieli już w 33 minucie sobotniego pojedynku. Po stracie piłki przez Igora Paskivaprzed bramką Podlasia obchodzący swoje 21 urodziny w tym dniu Kamil Kocoł posłał długą piłkę za plecy Piotra Jońca wprost do Adriana Hołowni napastnik gospodarzy nie miał problemów, by uciec naszemu obrońcy i będąc oko w oko z Łukaszem Bartoszykiem zdołał skierować futbolówkę po ręce naszego bramkarza do siatki. Nasi piłkarze przez 40 minut pierwszej połowy nie stworzyli sobie ani jednej okazji bramkowej można nawet stwierdzić, iż nie dojechali na ten mecz jeszcze grając, po prostu bardzo słabo. Jednak w końcówce pierwszej części mogli doprowadzić oni do wyrównania. W 42 minucie po podaniu Patryka Słotwińskiego ukraiński pomocnik Igor Paskiv wbiegł z piłką w pole karne i zagrał ją wzdłuż bramki do zamykającego akcję Damiana Karwackiego, lecz ten nie zdołał mimo wślizgu sięgnąć piłki.

 

Dosłownie kilkadziesiąt sekund później doszło do kuriozalnej sytuacji, którą śmiało można, by było zamieścić w kolejnej części filmu pt „Piłkarskie jaja”. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Patryka Słotwińskiego i piąstkowaniu bramkarza Podlasia Bartosza Konckiego piłka wróciła w pole karne, gdzie tak niefortunnie główkował Adam Wiraszka, że futbolówka znalazła się pod nogami Waldemara Kozyry, który miał przed sobą tylko bramkarza. Jednak, zamiast strzelać na bramkę Podlasia nasz zawodnik zajął się „sędziowaniem” obserwując niesłusznie podniesioną chorągiewkę arbitra bocznego pana Marka Mirosława, który źle ocenił całą sytuację i zatrzymał się myśląc, że za chwilę zabrzmi gwizdek sędziego, lecz pan Łukasz Woliński wszystko widział dokładnie i całkowicie prawidłowo nie użył swojego gwizdka. Gdy wyraźnie zaskoczony całą sytuacją nasz zawodnik połapał się wreszcie we wszystkim oddał lekki strzał w bramkarza, po czym obrońcy rywali zagrali długą piłkę do Adriana Hołowni, który poradził sobie z Damianem Szutą i wyszedł w sytuacji sam na sam z bramkarzem i, mimo że z boku nadbiegał mu jeszcze Adam Wiraszka napastnik Podlasia sam postanowił wykończyć akcję strzałem. Nie była to prawidłowa decyzja, ponieważ piłka po jego strzale minęła bramkę. Tym samym do przerwy prowadzili podopieczni trenera Roberta Różańskiego i była to połowa po, której prowadzenie mogło być wyraźniejsze, lecz, z drugiej strony równie dobrze nieskuteczność graczy z Białej Podlaskiej mogła zostać ukarana i do dziś zachodzimy w głowę jak to się nie stało. Nie zmienia to, jednak faktu, iż mimo udanej końcówki w wykonaniu naszych piłkarzy wypadli oni w tej części poniżej oczekiwań.

W przerwie meczu nastąpiła zmiana w naszym zespole Przemysława Orzechowskiego zastąpił dość niespodziewanie Łukasz Chwała, który od dłuższego czasu był kontuzjowany, a do ataku został przesunięty Marcin Żurawski. To wystarczyło, by odmienić oblicze zespołu i przez pierwsze pół godziny drugiej połowy zdecydowana przewaga była po stronie Tomasovii, a to musiało przynieść sytuacje bramkowe. W 49 minucie z wolnego w pole karne dośrodkowywał Patryk Słotwiński nie była to, jednak udana próba i golkiper gospodarzy pewnie chwycił piłkę. Trzy minuty później bardzo dobre podanie Marcina Żurawskiego do Waldemara Kozyry nasz zawodnik mając przed sobą tylko bramkarza położył go, lecz za bardzo do boku wypuścił sobie piłkę, więc poczekał na nadbiegających kolegów, po czym zagrał futbolówkę na przeciwległą stronę pola karnego do Damiana Karwackiego, a ten będąc w bardzo dogodnej sytuacji huknął „Panu Bogu” w okno. Następna dobra okazja dla naszego zespołu miała miejsce w 64 minucie, gdy po niezbyt udanym rzucie wolnym i zagraniu Damiana Szuty futbolówka powróciła do Patryka Słotwińskiego, który zdecydował się na indywidualną akcję, po, której oddał bardzo dobry strzał po ziemi, tyle że w miejsce, gdzie stał golkiper Podlasia.

 

Gdy wybiła 67 minuta bardzo dobrym podaniem w pole karne do Marcina Żurawskiego popisał się Igor Paskiv, jednak uderzenie tego pierwszego zostało zablokowane przez obrońcę Mateusza Łakomego i skończyło się tylko na strachu dla sympatyków Podlasia. Z każdą upływającą minutą tomaszowianie co raz bardziej się odsłaniali, a to było jak woda na młyn dla gospodarzy, bo mieli w ten sposób szanse wyprowadzania szybkich kontrataków. W 71 minucie po bardzo dobrym zagraniu ze skrzydła bliski zdobycia swojego drugiego gola był Adrian Hołownia, ale od utraty bramki uratował nasz zespół słupek oraz Łukasz Bartoszyk odbijając piłkę na korner. „Niebiesko-Biali” nie dawali za wygraną i w 78 minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Igora Paskiva sytuację próbował zamykać Piotr Joniec, lecz ta sztuka mu się nie udała. Dwie minuty przed końcowym regulaminowym czasem gry, a więc w 88 minucie po wybiciu piłki z piątki przez Mateusza Łakomego piłkę ręką dotknął Kamil Groborz, a że miał już jedno żółtko za faul z 62 minuty, to musiał przedwcześnie opuścić boisko. Do piłki ustawionej dobre 30 metrów od bramki Tomasovii podszedł Adrian Jesionek i silnym uderzeniem pod poprzeczkę zmusił do kolejnej w tym meczu interwencji Łukasza Bartoszyka. Lubelski arbiter pan Łukasz Woliński przedłużył mecz, aż o 7 minut i było to uzasadnione, ponieważ w trakcie meczu pomocy potrzebował m.in. bramkarz Podlasia. Mimo usilnych starań do samego końca meczu naszym piłkarzom nie udało się doprowadzić do wyrównania, a na domiar złego w 95 minucie mogli zostać skarceni przez Damiana Leśniaka, lecz na szczęście piłka po jego uderzeniu minęła dalszy słupek tomaszowskiej bramki, choć, to i tak nic nie zmieniło, ponieważ Tomasovia zeszła z murawy pokonana.

Ambicji woli walki i serca włożonego w mecz nie można odmówić naszym piłkarzom, jednak o porażce zadecydowała bardzo słaba szczególnie pierwsza połowa i brak skuteczności podczas drugiej części. Sztab szkoleniowy i zawodnicy mają tydzień, by wyciągnąć wnioski przed kolejnym meczem za tak zwane „sześć punktów” z Orłem w Przeworsku, który koniecznie muszą wygrać, by nie znaleźć się w trudnym położeniu, a mówiąc wprost nie obrać kursu do IV ligi. Niezwykle ważne jest to, by z potencjalnymi rywalami w walce o utrzymanie mieć bezpośrednio w dwumeczu korzystny bilans, a z tym w tej chwili jest naprawdę krucho, a kolejni przeciwnicy będą tylko silniejsi.

Podlasie Biała Podlaska – Tomasovia 1:0 (1:0)
bramka: Hołownia 33′

Tomasovia: Bartoszyk – Skiba, Groborz, Joniec, Szuta (85′ Misztal) – Orzechowski (46′ Chwała), Paskiv, Słotwiński, Karwacki (65′ Konopa), Żurawski – Kozyra

Żółte kartki: Kocoł, Panasiuk, Hołownia, Adamiuk – Groborz, Chwała

Czerwona kartka: Kamil Groborz – za dwie żółte 88′

Sędziowie: Łukasz Woliński (główny), Marek Mirosław, Justyna Naklicka (asystenci) – KS Lublin

Widzów: 300